Polska: Nowa ustawa anty-SLAPP wzmacnia ochronę wolności mediów

19 czerwca Prezydent RP Karol Nawrocki podpisał ustawę o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób biorących udział w debacie publicznej. Powszechnie znana jako „ustawa anty-SLAPP”, ustawa ta ustanowi solidne ramy prawne do zwalczania strategicznych pozwów przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP). Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) dołącza do swoich polskich organizacji stowarzyszonych – Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP) i Towarzystwa Dziennikarzy – z zadowoleniem przyjmując ustawę, która zapewni prawne gwarancje dla dziennikarstwa w interesie publicznym, jednocześnie rozwiązując problem wykorzystywania postępowań sądowych do tłumienia debaty publicznej. Chociaż ta nowa ustawa stanowi krok w dobrym kierunku, konieczne są dalsze reformy, aby zapewnić skuteczną ochronę dziennikarzy.

Widok ogólny z ceremonii zaprzysiężenia prezydenta elekta Polski Karola Nawrockiego w Zgromadzeniu Narodowym, Sejmie RP, w sierpniu 2025 r. Zdjęcie: Wojtek Radwanski / AFP.

Pozwy SLAPP są powszechnie stosowane do uciszania mediów na całym świecie. W Polsce niedawno uchwalona ustawa anty-SLAPP stanowi ważny krok w kierunku ochrony dziennikarzy, którzy wpadają w kosztowne i uciążliwe procesy sądowe z powodu relacjonowania w interesie publicznym. Pozwy SLAPP wywierają mrożący wpływ na całe środowisko dziennikarskie, ponieważ są wykorzystywane przez osoby sprawujące władzę do zastraszania i uciszania dziennikarzy.

Nowe polskie przepisy obejmują pozwy krajowe i transgraniczne, zapewniając jednocześnie wdrożenie zarówno dyrektywy UE w sprawie anty-SLAPP, jak i rekomendacji Rady Europy w sprawie SLAPP. 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP) poinformowało IFJ: „[Ta niedawno przyjęta ustawa] zmniejsza tzw. „efekt mrożący”. Dziennikarze lokalni i śledczy często powstrzymywali się od publikowania kontrowersyjnych materiałów z obawy przed długotrwałymi procesami. Nowe przepisy mają na celu zachęcenie do publikowania tematów ważnych społecznie bez obawy przed szykanami prawnymi”.

Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), dodała: „Ustawa ta określa kryteria, dzięki którym sądy mogą szybko odrzucać pozwy zawierające niewspółmierne roszczenia, wygórowane lub bezpodstawne żądania, […] groźby i zastraszanie, działania w złej wierze w postępowaniach sądowych, pozywanie osób fizycznych zamiast podmiotów, w imieniu których występują […]. To kluczowe rozwiązanie, ponieważ czas ma kluczowe znaczenie w sprawach SLAPP. Jeśli proces ciągnie się latami, sam staje się narzędziem represji, nawet jeśli pozwany ostatecznie wygra”. 

Chociaż uchwalenie ustawy anty-SLAPP stanowi istotny krok w kierunku ochrony dziennikarzy, nie ma ona zastosowania w postępowaniu karnym. Zniesławienie pozostaje w Polsce przestępstwem (art. 212 Kodeksu karnego) i jest często wykorzystywane w kraju do atakowania dziennikarzy, aktywistów i sygnalistów działających w interesie publicznym.

Przewodnicząca SDP, Jolanta Hajdasz, powiedziała : „Cieszę się, że prezydent Karol Nawrocki podzielił nasze stanowisko i podpisał tę ustawę anty-SLAPP, choć nie jest ona doskonała. Nie reguluje ona spraw karnych za zniesławienie, a w Polsce nadal obowiązuje prawo komunistyczne, zgodnie z którym za wyrażanie poglądów można zostać skazanym i skazanym na karę więzienia. Ta nowa ustawa to krok w dobrym kierunku, dlatego poparliśmy jej uchwalenie i ma ona kluczowe znaczenie dla ochrony wolności słowa w Polsce”. 

Prezes SDRP, Jerzy Domański, zauważył: „Przyjęcie ustawy anty-SLAPP to ważny krok w kierunku wzmocnienia wolności słowa i ochrony dziennikarzy, aktywistów i obywateli uczestniczących w debacie publicznej. Zbyt długo nadużycia sądowe były wykorzystywane do tworzenia efektu mrożącego i zniechęcania do kontroli spraw leżących w interesie publicznym. Chociaż dalsze ulepszenia mogą być nadal konieczne, ustawa ta stanowi ważny fundament dla ochrony niezależnego dziennikarstwa i demokratycznego dyskursu w Polsce”.

Stowarzyszenie Dziennikarzy (w Warszawie) z zadowoleniem przyjęło polską ustawę anty-SLAPP, która zapewnia dziennikarzom pewną ochronę przed sprawami o zniesławienie, mającymi na celu ograniczenie debaty publicznej. Choć przyznaje, że jest to ważny krok, podkreśla on wagę zajęcia się teraz kwestią dekryminalizacji artykułu 212 Kodeksu karnego, który klasyfikuje zniesławienie jako przestępstwo. Zarówno Stowarzyszenie Dziennikarzy, jak i SDP postrzegają zniesławienie jako sprawę cywilną, a nie karną.

Sekretarz Generalny IFJ, Anthony Bellanger, powiedział: „Z zadowoleniem przyjmujemy uchwalenie ustawy anty-SLAPP, która stanowi kluczowy krok w kierunku ochrony wolności słowa i wolności mediów w Polsce. Konieczne są skuteczne i odstraszające sankcje wobec tych, którzy nadużywają sądów jako narzędzia cenzury, atakując dziennikarzy i inne osoby za relacjonowanie w interesie publicznym. Choć nie jest ona doskonała, to jednak stanowi ważne zwycięstwo dla wolności mediów i doceniamy wysiłki naszych partnerów, którzy walczyli o jej uchwalenie”.

Zespół MSZ, w tym dyplomaci w placówkach zagranicznych, przez wiele tygodni pracował na rzecz uwolnienia zatrzymanej Polki, która bezpiecznie opuściła Libię i 24 czerwca wylądowała w Stambule, gdzie obecnie przebywa pod opieką konsula.

Przypominamy, że w związku z wysoce nieprzewidywalną sytuacją bezpieczeństwa i możliwością jej destabilizacji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do Libii. Obywatele polscy, którzy przebywają w tym kraju, powinni go niezwłocznie opuścić.

9 czerwca 2026

Libia: IFJ i EFJ domagają się natychmiastowego uwolnienia dziennikarki Alicii Armesto zatrzymanej wraz z dziewięcioma innymi aktywistami w drodze do Gazy

Alicia Armesto, dziennikarka i sekretarz techniczna związku zawodowego dziennikarzy w Madrycie (SPM) – należącego do Federacji Związków Zawodowych Dziennikarzy (FeSP) – została zatrzymana wraz z dziewięcioma innymi aktywistami przez Libijską Armię Narodową. Grupa została zatrzymana 24 maja podczas zbliżania się do wojskowego punktu kontrolnego w Syrcie, między Trypolisem a Bengazi, z konwojem humanitarnym zmierzającym do Strefy Gazy w Palestynie. Międzynarodowa i Europejska Federacja Dziennikarzy (IFJ-EFJ) dołączyły do ​​swojej organizacji stowarzyszonej, FeSP, wzywając rząd Hiszpanii do podjęcia wszelkich możliwych działań w celu natychmiastowego uwolnienia Armesto oraz zagwarantowania jej bezpieczeństwa i integralności fizycznej. Federacje domagają się natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia wszystkich członków konwoju humanitarnegozatrzymanych w Libii.

Alicia Armesto, dziennikarka i sekretarz techniczna związku zawodowego dziennikarzy w Madrycie (SPM), została zatrzymana wraz z dziewięcioma innymi osobami, 24 maja na wojskowym punkcie kontrolnym w Syrcie w Libii. Byli częścią konwoju lądowego należącego do ruchu Global Sumud Flotilla , inicjatywy cywilnej mającej na celu przerwanie nielegalnego oblężenia Gazy przez Izrael. 

25 maja władze Libii poinformowały o zatrzymaniu aktywistów i oskarżyły ich o naruszenie procedur wjazdu, mimo że wszyscy posiadali ważne wizy uprawniające ich do legalnego wjazdu do Libii. 

2 czerwca zostali postawieni przed prokuratorem generalnym w Bengazi, który przedłużył ich areszt o kolejne dziesięć dni. Według Global Sumud Flotilla, aktywiści zostali przeniesieni do ośrodka dla nielegalnych imigrantów.  

IFJ i EFJ są zaniepokojone warunkami, w jakich przetrzymywani są Armesto i inni aktywiści, i uważają, że władze Libii ponoszą pełną odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo i dobrostan fizyczny.

SPM i FeSP prowadzą kampanię na rzecz uwolnienia Armesto od momentu jej aresztowania. 

Wśród zatrzymanych jest również Polka Laura Kwoczała, której uwolnienie negocjuje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

STANOWISKO

Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników

Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”

do przedstawienia podczas  posiedzenia Senatu Akademickiego w dniu 26 czerwca 2026 r.

Szanowny Panie Rektorze, Wysoki Senacie,

zabieram głos w imieniu Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników „PRAWDA”, zanim Senat zajmie się punktem pierwszym porządku obrad, to jest planem działań Strategii rozwoju Uniwersytetu na rok 2026. Proszę o uwagę, ponieważ dokument, nad którym za chwilę Państwo głosujecie, zawiera rozstrzygnięcie kadrowe, którego, jak sądzimy, większość z Państwa nie jest w pełni świadoma, gdyż jest ono ukryte w jednym z wielu mierników i nazwane językiem, który skutek ten zaciemnia.

Powiem wprost, co ten plan zawiera. W ramach Celu etapowego 4.2 Strategia przyjmuje miernik nazwany „liczbą zredukowanych etatów”, a wartości docelowe tego miernika to 21 etatów w roku 2026, 23 w 2027, 33 w 2028 oraz po 27 w latach 2029 i 2030. Łącznie 131 etatów wśród pracowników niebędących nauczycielami akademickimi. Równolegle, w Celu 4.3, Strategia zakłada zatrudnienie 70 osób w projektach, na etatach finansowanych ze środków zewnętrznych, a więc z natury niestabilnych i czasowych. Saldo tej operacji to minus 61 etatów stałych, a jej istotą jest zastąpienie zatrudnienia trwałego zatrudnieniem tymczasowym.

To nie jest spór o słowa. To jest plan zmniejszenia liczby stałych miejsc pracy na naszym Uniwersytecie o 131 etatów, zapisany w dokumencie, który dziś ma uzyskać Państwa akceptację.

Pytamy zatem, na jakiej podstawie zaplanowano akurat te liczby, i tu napotykamy mur. Nasz Związek zwrócił się formalnie o udostępnienie metodologii tej redukcji, to jest analizy procesów i obciążeń pracą, na którą sama Strategia się powołuje jako na swoją podstawę. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że taki dokument nie istnieje, że analizy nie zostały zakończone, że nie ma listy stanowisk ani metodologii. Proszę zważyć, co to oznacza. Albo te liczby wynikają z rzetelnej analizy, i wtedy analiza istnieje i można ją pokazać, albo nie wynikają z żadnej analizy, i wtedy Senat ma dziś przyjąć konkretne, rozpisane co do roku cele redukcji zatrudnienia, za którymi nie stoi żaden ujawniony dokument. Trzeciej możliwości nie ma.

To samo dotyczy deklarowanej dywersyfikacji finansowania. Uczelnia twierdzi, że chce zwiększać udział środków zewnętrznych w finansowaniu wynagrodzeń. Tymczasem z danych przedłożonych przez samą administrację wynika, że jest odwrotnie. Finansowanie projektowe kosztów osobowych spadło z ponad 24 milionów złotych w roku 2016 do około 6 milionów w 2024, podczas gdy finansowanie z subwencji wzrosło w tym czasie do 131 milionów. Uzależnienie od subwencji nie maleje, lecz rośnie. Deklaracja mówi jedno, dane mówią drugie.

Zwracam też uwagę Wysokiego Senatu, że plan na rok 2026 zakłada zmiany w Regulaminie wynagradzania i w Regulaminie pracy. Zmiany te wymagają z mocy ustawy uzgodnienia ze stroną związkową, to znaczy zgody, a nie samego wysłuchania. Takiego uzgodnienia nie było. Przyjmowanie planu, który z góry przesądza kierunek tych zmian, zanim doszło do ich uzgodnienia, stawia stronę społeczną przed faktem dokonanym i omija tryb przewidziany prawem.

Mówię o tym dlatego, że jesteśmy przekonani, iż niewiele osób na tej sali ma świadomość, że głosując nad tym z pozoru technicznym dokumentem, głosuje w istocie nad redukcją 131 stałych etatów, nad zastąpieniem ich zatrudnieniem czasowym oraz nad zmianami płacowymi, których nie uzgodniono. Te rozstrzygnięcia nie zostały Państwu przedstawione jako decyzje kadrowe, lecz jako mierniki realizacji celów. Uważamy, że Senat ma prawo wiedzieć, nad czym głosuje, i że obowiązkiem strony społecznej jest dzisiaj Państwa o tym uprzedzić.

Pozwolą Państwo, że odniosę się do powtarzanej opinii, jakoby nasz Związek jedynie krytykował i niczego nie wnosił. Jest odwrotnie. Skracając to minimum to wystąpienie: wystąpiliśmy do Ministra Nauki o wskazanie roku bazowego podwyżek i o dopuszczalność podwyżek kwotowych. Żądaliśmy przedstawienia każdemu pracownikowi indywidualnej informacji o rzeczywistej wysokości jego podwyżki względem pensji zasadniczej. Domagaliśmy się jawności nagród Rektora i zasad podziału środków na wynagrodzenia. Wnosiliśmy o wyjaśnienie wydatkowania środków publicznych na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Wskazywaliśmy na progi dochodowe w funduszu socjalnym ustalone poniżej płacy minimalnej. To nie jest bezczynność. To jest praca, którą wykonujemy wbrew utrudnieniom.

Chcę też nazwać rzecz, o której mówi się półgłosem. Z dokumentów przedstawionych przez samą uczelnię wynika, że przy podwyżce naliczanej procentowo osoba o wysokim uposażeniu otrzymuje wzrost wynagrodzenia rzędu 2 400 zł, a przy wyższej stawce nawet 3 600 zł miesięcznie. Sam ten przyrost jest bliski dwukrotności miesięcznej pensji zasadniczej asystenta i przewyższa miesięczne wynagrodzenie pracownika administracyjnego o najniższym uposażeniu. Innymi słowy, jednej osobie dodaje się tyle, ile druga zarabia przez niemal dwa miesiące pracy. Mimo to złożony przez nas wniosek o wprowadzenie podwyżki kwotowej, która te dysproporcje by łagodziła, do dnia dzisiejszego nie został rozpatrzony, a samej dysproporcji uporczywie się zaprzecza i jej nie ujawnia.

Stawiam zatem pytanie o przywództwo. W czasach, w których uczelnia planuje redukcję 131 etatów i zaciska wydatki na pracownikach o najniższych dochodach, dodawanie sobie kolejnych procentów od najwyższych uposażeń trudno pogodzić z zasadą solidarności. Bywają chwile, w których właściwą decyzją jest powiedzieć dość i pokazać, jak przywództwo powinno wyglądać, biorąc na siebie część ciężaru, zamiast przenosić go na najsłabiej wynagradzanych.

Informuję wreszcie Wysoki Senat, do czego nasz Związek konsekwentnie zmierza. Zmierzamy do ujawnienia hipokryzji w dysponowaniu dochodem pochodzącym ze środków publicznych. Do ujawnienia nepotyzmu i powoływania się na wpływy. Do ujawnienia przypadków załatwiania awansów naukowych poza rzetelną procedurą. A nade wszystko do ujawnienia nierównego traktowania pracowników i blokowania ich rozwoju zawodowego. Nie czynimy tego przeciwko komukolwiek osobiście, lecz w obronie zasady, że na uczelni publicznej wszyscy podlegają tym samym regułom, a środki publiczne służą wspólnocie, nie wybranym.

Muszę przy tym uczciwie powiedzieć Wysokiemu Senatowi, w jakim położeniu działa nasz Związek. Aby cokolwiek przewalczyć, potrzebujemy dobrej woli pracodawcy, ponieważ większość naszych uprawnień sprowadza się do prawa pytania i opiniowania, nie do prawa decyzji. Tymczasem pracodawca znajduje oparcie w innych organizacjach związkowych, a nasze pytania traktowane są nie jako głos współgospodarza tej Uczelni, lecz jako kontra, którą należy odeprzeć. W tym układzie trudno oczekiwać, by nasze postulaty były realizowane, choćby były słuszne, skoro samo ich zgłoszenie bywa odczytywane jako wrogość. Mówię o tym nie po to, by się skarżyć, lecz dlatego, że to właśnie ten brak dobrej woli decyduje o losie spraw, o których dziś mówię.

To nie jest obawa teoretyczna, bo ten sam mechanizm widzimy już dziś na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Jedni otrzymują wysokie wynagrodzenia, dodatki, nagrody i dostęp do finansowanych ze środków publicznych narzędzi oraz komercyjnych form kształcenia, podczas gdy inni, wykonujący tę samą pracę dydaktyczną, w istocie biedują, ponieważ nie należą do grona wybranych i zasłużonych w oczach władzy. Tej samej logiki podziału na lepszych i gorszych obawiamy się przy realizacji Strategii, jeżeli o redukcji etatów i o rozdziale środków decydować będzie przynależność do właściwego kręgu, a nie przejrzyste i równe dla wszystkich kryteria.

Chcę, by Wysoki Senat wiedział, że szukaliśmy porozumienia. Przejrzeliśmy wypowiedzi Rektora, Prorektorów i innych osób pełniących funkcje, szukając w nich choćby jednego dobrego słowa skierowanego w stronę naszego Związku. Nie znaleźliśmy go. Narracja Uczelni wobec nas jest wyłącznie atakująca. Gdy funkcję przewodniczącego naszej organizacji pełniła osoba o niższej pozycji w hierarchii, traktowano ją z lekceważeniem należnym, w tej kulturze, portierowi. Dziś przewodniczącym jest profesor belwederski, tytułem naukowym wyższy niż większość składu kierującego Uczelnią, i lekceważenie stało się trudniejsze, choć nie ustało. W odpowiedzi na niezależność tej osoby delegowano ją do zakresu obowiązków asystenta, co odczytujemy jako odwet, ponieważ atakowanie tych, którzy pytają, bywa dla pewnej kultury zarządzania codziennym pożywieniem. Przekazywano nam także, że nasz Związek zostanie rozwiązany, że będą składane skargi i że nikt nam nie odpuści. Mimo to docierają do nas zgłoszenia o nieprawidłowościach z kolejnych wydziałów i pracujemy nad każdym z nich po kolei, cierpliwie, jak mrówki. OŚWIADCZAM DZIŚ, ŻE ŻADEN WYDZIAŁ NIE JEST Z TEJ PRACY WYŁĄCZONY, W TYM WYDZIAŁ, Z KTÓREGO WYWODZI SIĘ REKTOR. WYBÓR NIE JEST PRZYPADKOWY I WYNIKA Z NAPŁYWAJĄCYCH DO NAS SYGNAŁÓW, A NIE Z CZYJEJKOLWIEK NIECHĘCI.

W związku z tymi sygnałami zwracamy się do władz Uczelni z pytaniami i prosimy o odniesienie się do nich w sposób kwalifikowany. Docierają do nas informacje, że jedna z osób pełniących wysoką funkcję w Uczelni była już niejednokrotnie wiązana z zarzutami niewłaściwego traktowania podległych pracowników, a mimo to jej droga zawodowa kończyła się awansem. Docierają do nas również sygnały, że jedna z osób kierujących Uczelnią miała przedstawiać się jako wyznaczona następczyni, budując wokół tego atmosferę obawy i wymuszając posłuszeństwo. Nie przesądzamy, czy informacje te są prawdziwe. Prosimy jednak władze Uczelni o jednoznaczne, kwalifikowane stanowisko, czy odpowiadają one prawdzie, czy też stanowią oszczerstwo, abyśmy wiedzieli, jak postępować dalej. Mamy przy tym nadzieję, że pytania te nie spotkają się z odpowiedzią o brakach technicznych ani nie zostaną potraktowane jako retoryczne, lecz doczekają się odpowiedzi co do istoty.

Powiem zatem wprost, czego dla pracowników tej Uczelni chcemy. Chcemy, by pracownicy pozostający z dala od kręgu uprzywilejowanych zarabiali godnie, a nie na granicy ubóstwa.

Chcemy, by mieli te same możliwości rozwoju, awansu, udziału w projektach, szkoleniach i dostępu do narzędzi pracy co osoby należące do grona obdarzanych łaską władzy.

Chcemy, by o wynagrodzeniu, o awansie i o rozwoju decydowała praca i kompetencje, a nie znajomości i przynależność do właściwego kręgu.

I chcemy wreszcie, by skończyła się dezinformacja, którą karmi się pracowników, gdy wmawia się im podwyżki, których nie otrzymali, i przedstawia się decyzje kadrowe jako techniczne mierniki. Pracownik, który zna prawdę o swojej sytuacji, jest pracownikiem, którego trudniej skrzywdzić, i właśnie dlatego prawda jest tu tak niewygodna.

W związku z powyższym wnosimy do Wysokiego Senatu o dwie rzeczy. Po pierwsze, o nieprzyjmowanie planu działań na rok 2026 w części dotyczącej miernika redukcji etatów oraz zmian regulaminów płacowych do czasu udostępnienia stronie społecznej metodologii planowanej redukcji i przeprowadzenia uzgodnienia wymaganego prawem. Po drugie, o wpisanie niniejszego stanowiska w całości do protokołu dzisiejszego posiedzenia.

Dziękuję Państwu za uwagę.

prof. dr hab. n. med. Jerzy Gielecki

Przewodniczący

Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników

Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”

Aby uczcić Światowy Dzień Sygnalisty, który przypada 23 czerwca, Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ), największa na świecie organizacja zrzeszająca dziennikarzy, domaga się surowszego prawa chroniącego osoby przekazujące dziennikarzom informacje w interesie publicznym.

Źródło: IFJ.

Koszty związane z pełnieniem funkcji sygnalisty i informowaniem dziennikarzy o sprawach będących przedmiotem zainteresowania publicznego mogą być wysokie. Widać to w wielu znanych przypadkach, od ujawnienia przez specjalistę IT Edwarda Snowdena inwigilacji NSA w 2013 roku, przez ujawnienie przez Satyendrę Dubeya szerzącej się korupcji w indyjskiej sieci autostrad Złotego Czworoboku w 2002 roku, po rolę rządowego inspektora zdrowia Daniela Gouvei Teixeiry w brazylijskiej operacji „Weak Flesh/Carne Fraca” w 2017 roku, po udziale australijskiego prawnika wojskowego Davida McBride’a w  wyciekach z Afganistanu w 2014 roku. Osoby, które zgłaszają jakiekolwiek domniemane nieprawidłowości, ryzykują utratę pracy lub mogą spotkać się z odwetem, oskarżeniem, obciążeniem finansowym i psychicznym, uwięzieniem, a nawet śmiercią.

Aby jednak wspomóc śledztwa prowadzone przez dziennikarzy i pociągnąć osoby wpływowe do odpowiedzialności, sygnaliści muszą być w stanie ujawniać korupcję, oszustwa, niegospodarność i wszelkie inne nieprawidłowości, które zagrażają prawom obywateli, ich zdrowiu i bezpieczeństwu, środowisku i praworządności.

Konwencja Narodów Zjednoczonych przeciwko Korupcji (UNCAC) z 2003 roku  stanowi, że każde państwo członkowskie „rozważy” przyjęcie przepisów zapewniających „ochronę przed jakimkolwiek niesłusznym traktowaniem każdej osoby, która w dobrej wierze i na uzasadnionych podstawach zgłasza właściwym organom wszelkie fakty dotyczące przestępstw” stwierdzonych zgodnie z Konwencją. Jednak na całym świecie istnieje niewiele obowiązujących przepisów wspierających osoby, które odważnie działają jako źródła informacji dla dziennikarzy.

IFJ apeluje do rządów państw na całym świecie o przyjęcie solidnych przepisów chroniących sygnalistów. Takie przepisy powinny mieć na celu co najmniej:

●usunąć bariery uniemożliwiające bezpieczne zgłaszanie się bezpośrednio do właściwych organów,

●mają zastosowanie do wszystkich sektorów gospodarki,

●chronić poufność osób, które zabierają głos,

●chronić sygnalistów przed zwolnieniem, nękaniem, dyskryminacją i innymi formami odwetu.

Prezes IFJ, Zuliana Lainez, powiedziała: „ Sygnaliści są kluczowymi sojusznikami dziennikarzy i demokracji. Bez odważnych osób, gotowych zabrać głos, wiele nadużyć, skandali korupcyjnych i zagrożeń dla zdrowia publicznego i praw człowieka, które ujawniają dziennikarze, pozostałoby w ukryciu. Wzywamy rządy do wyjścia poza symboliczne zobowiązania i przyjęcia solidnych, skutecznych przepisów, które gwarantują poufność, chronią sygnalistów przed odwetem oraz zapewniają im możliwość bezpiecznego zgłaszania nadużyć, a dziennikarzom umożliwiają relacjonowanie prawdy. Ochrona sygnalistów to nie tylko obrona jednostek – to także ochrona prawa opinii publicznej do wiedzy i pociągania władzy do odpowiedzialności ”.

W komendzie Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej odbyła się uroczystość ślubowania nowych funkcjonariuszy. Wręczono również medale pamiątkowe W-MOSG.

Dzisiaj w asyście pocztu sztandarowego, kadry kierowniczej W-MOSG, zaproszonych gości, rodzin i przyjaciół, 33 funkcjonariuszy służby przygotowawczej i 5 kontraktowej, ślubowało „stać nieugięcie na straży niepodległości i suwerenności oraz strzec nienaruszalności granicy państwowej Rzeczypospolitej Polskiej, nawet z narażeniem życia”. 

Ślubowanie przyjął Komendant Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej gen. bryg. SG Daniel Wojtaszkiewicz.

Komendant oddziału pogratulował ślubującym funkcjonariuszom wstąpienia w szeregi Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej. Powiedział „… jestem dumny, że wybraliście służbę w Straży Granicznej. Pamiętajcie o tym, że przez pryzmat realizowanych przez Was zadań, postrzegana będzie cała Straż Graniczna. Profesjonalizm Straży Granicznej jest doceniany nie tylko w Polsce, ale także w całej Unii Europejskiej. Dlatego też noście mundur z dumą i godnością …”.

W trakcie uroczystości, Komendant Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej gen. bryg. SG Daniel Wojtaszkiewicz za współpracę na rzecz bezpieczeństwa regionu oraz promowanie naszej codziennej służby wręczył medale 35-lecia powołania Straży Granicznej. Wyróżnienia otrzymali Nadleśniczy Nadleśnictwa Srokowo Zenon Piotrowicz oraz dziennikarka TVP 3 Olsztyn Anna Kieres.

Ponadto Komendant oddziału wręczył pracownikowi i funkcjonariuszom medale pamiątkowe W-MOSG.

Kto naprawdę zyska na połączeniu olsztyńskich szpitali?

W Olsztynie trwa dyskusja nad jednym z najważniejszych projektów dotyczących ochrony zdrowia w regionie – połączeniem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego, Miejskiego Szpitala Zespolonego oraz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Zwolennicy projektu mówią o synergii, efektywności i lepszym wykorzystaniu zasobów. Krytycy wskazują natomiast na ryzyko przeniesienia problemów finansowych jednych placówek na jednostkę, która od lat pozostaje stabilna organizacyjnie i inwestycyjnie.

Już na etapie zapowiedzi projektu pojawił się sprzeciw części środowiska medycznego i związkowego. Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego podnosili, że ich placówka nie powinna stawać się finansowym zabezpieczeniem dla podmiotów borykających się z problemami ekonomicznymi. Pojawiły się również głosy wskazujące na ograniczoną transparentność procesu oraz brak szerokiej publicznej debaty dotyczącej rzeczywistych skutków planowanej konsolidacji.

Kluczowe pytanie pozostaje niezmienne: kto rzeczywiście skorzysta na połączeniu trzech największych szpitali w regionie?

Długi, których nikt nie chce nazywać po imieniu

Dodatkowym elementem budzącym społeczne emocje jest sytuacja finansowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego oraz Miejskiego Szpitala Zespolonego. Od lat placówki ochrony zdrowia w Polsce funkcjonują pod presją rosnących kosztów działalności, jednak skala problemów poszczególnych jednostek jest różna.

Jeżeli bowiem jeden szpital posiada znaczące zobowiązania, drugi generuje straty, a trzeci pozostaje relatywnie stabilny finansowo, naturalnie pojawiają się pytania o skutki planowanej konsolidacji. Czy nowa struktura przejmie zobowiązania wszystkich podmiotów? Kto będzie odpowiadał za decyzje finansowe podjęte przed połączeniem? W jaki sposób zostanie zabezpieczony interes placówki, która dotychczas pozostawała w lepszej kondycji ekonomicznej?

W przestrzeni publicznej pojawiają się również obawy, że bez pełnej jawności danych finansowych połączenie może utrudnić mieszkańcom ocenę rzeczywistej sytuacji ekonomicznej poszczególnych szpitali. Dlatego tak istotne jest przedstawienie pełnych analiz finansowych i prognoz jeszcze przed podjęciem ostatecznych decyzji.

Czy planowana konsolidacja ma przede wszystkim poprawić jakość leczenia i organizację systemu ochrony zdrowia, czy też jej głównym celem jest uporządkowanie sytuacji finansowej szpitali? Odpowiedź na to pytanie powinna wynikać z publicznie dostępnych analiz ekonomicznych, a nie wyłącznie z deklaracji uczestników procesu.

Władza, zależności i pytania o przejrzystość

Istotnym elementem dyskusji pozostaje również sposób zarządzania instytucjami uczestniczącymi w projekcie.

Rektorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego jest Jerzy Przyborowski. Jednocześnie dyrektorem Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego pozostaje dr hab. Bogdan Włodarczyk, prof. UWM, który pełni również funkcję kierownika Katedry Finansów na Wydziale Nauk Ekonomicznych UWM.

Formalnie nie oznacza to automatycznie żadnego naruszenia prawa. W wielu uczelniach medycznych osoby zarządzające szpitalami klinicznymi pozostają jednocześnie pracownikami naukowymi. Jednak skala przedsięwzięcia, jakim jest planowane połączenie trzech największych szpitali w regionie, uzasadnia szczególnie wysoki standard przejrzystości.

Pojawiają się pytania, czy osoba kierująca samodzielnym podmiotem leczniczym, posiadającym własną osobowość prawną, majątek i zobowiązania, a jednocześnie pozostająca pracownikiem uczelni uczestniczącej w projekcie, nie znajduje się w sytuacji wymagającej szczególnej transparentności i jasnego przedstawienia zasad podejmowania decyzji.

Nie chodzi o stawianie zarzutów ani podważanie legalności pełnionych funkcji. Chodzi o elementarną zasadę jawności życia publicznego. Im większe środki publiczne pozostają w dyspozycji decydentów, tym większa powinna być społeczna kontrola nad podejmowanymi decyzjami.

Dwa etaty i jedno podstawowe pytanie

Zainteresowanie opinii publicznej budzi również kwestia łączenia funkcji kierowniczych.

Zarządzanie dużym szpitalem klinicznym jest zadaniem wymagającym ogromnego zaangażowania, odpowiedzialności i dyspozycyjności. Jednocześnie wykonywanie obowiązków kierownika jednostki akademickiej wiąże się z działalnością naukową, dydaktyczną i organizacyjną.

Dlatego mieszkańcy regionu mają pełne prawo oczekiwać odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób organizowana jest realizacja obowiązków wynikających z obu stanowisk, jakie są zasady rozliczania czasu pracy oraz jakie mechanizmy kontrolne gwarantują rzeczywiste wykonywanie wszystkich powierzzonych zadań.

Nie jest to pytanie skierowane wyłącznie do jednej osoby. W ostatnich latach opinia publiczna wielokrotnie była świadkiem ujawniania nieprawidłowości w podmiotach ochrony zdrowia dotyczących zarządzania majątkiem publicznym, nadzoru właścicielskiego czy łączenia licznych funkcji kierowniczych. Właśnie dlatego standard transparentności powinien być wyższy niż minimum wymagane przez przepisy.

Kto odpowie za skutki?

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że mieszkańcy województwa wciąż nie znają pełnych analiz ekonomicznych uzasadniających konsolidację.

Nie wiadomo, jakie będą rzeczywiste korzyści finansowe połączenia. Nie wiadomo, jakie zobowiązania zostaną przejęte przez nowy podmiot. Nie wiadomo, jakie ryzyka zidentyfikowano i jakie mechanizmy zabezpieczające przygotowano.

A przecież mówimy o majątku publicznym wartym setki milionów złotych, tysiącach pracowników i bezpieczeństwie zdrowotnym całego regionu.

Jeżeli konsolidacja ma być sukcesem, jej autorzy nie powinni obawiać się pełnej jawności. Przedstawienie mieszkańcom analiz finansowych, prognoz ekonomicznych, ekspertyz prawnych oraz ocen ryzyka pozwoliłoby rozwiać pojawiające się wątpliwości i odpowiedzieć na pytania obecne w debacie publicznej.

Brak takich informacji sprawia jednak, że część opinii publicznej wyraża obawy, czy połączenie nie doprowadzi do rozmycia odpowiedzialności za wcześniejsze decyzje finansowe lub utrudnienia oceny rzeczywistej sytuacji ekonomicznej poszczególnych placówek. Są to pytania, które – wobec skali przedsięwzięcia – wydają się uzasadnione i wymagają publiczznej odpowiedzi.

Ochrona zdrowia potrzebuje jawności, nie tajemnicy

Łączenie trzech szpitali nie powinno odbywać się bez pełnej informacji dla mieszkańców regionu. Nie może również pozostawiać wątpliwości co do skutków finansowych, organizacyjnych i społecznych planowanych zmian.

W demokratycznym państwie prawa nie wystarczy przekonywać, że konsolidacja jest potrzebna. Konieczne jest przedstawienie dowodów, że rzeczywiście przyniesie korzyści pacjentom, poprawi organizację leczenia i będzie racjonalnym wykorzystaniem środków publicznych.

Dopóki pełne dane finansowe, szczegółowe analizy oraz rzeczywiste skutki planowanych działań nie zostaną przedstawione opinii publicznej, pozostaną pytania o cele i konsekwencje tej reformy. Czy projekt służy przede wszystkim poprawie jakości opieki zdrowotnej, czy również rozwiązaniu problemów finansowych poszczególnych podmiotów? Odpowiedź na to pytanie powinna zostać udzielona przed podjęciem nieodwracalnych decyzji.

To właśnie pełna transparentność procesu może rozwiać społeczne obawy i przekonać mieszkańców, że planowana konsolidacja jest reformą służącą pacjentom, a nie wyłącznie zmianą organizacyjną. W sprawach dotyczących ochrony zdrowia zaufanie społeczne buduje się nie deklaracjami, lecz jawnością, rzetelną informacją i odpowiedzialnością za podejmowane decyzje.

Andrzej Bronisław Adamowicz

Pomimo wyraźnego sceptycyzmu opinii publicznej rządowy projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. Nowe przepisy, których celem jest włączenie twórców do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych, budzą duże emocje. Wielu Polaków uważa, że państwo nie powinno dopłacać do emerytur artystów.

W połowie maja opinię publiczną zelektryzowała informacja o przyjęciu przez rząd projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. We wtorek, 26 maja 2026 r., Rada Ministrów zaakceptowała projekt, argumentując, że uwzględnia on specyfikę pracy artystycznej, która często opiera się na krótkoterminowych zleceniach oraz nieregularnych dochodach.

Projekt przewiduje przede wszystkim dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne oraz objęcie artystów pełniejszym systemem świadczeń zdrowotnych, chorobowych i emerytalnych. Rząd planuje stworzenie systemu wsparcia bezgotówkowego, z którego mogłoby skorzystać około 20 tys. osób.

Jak podkreśliła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, praca artystyczna w Polsce bardzo często wykonywana jest na podstawie umów cywilnoprawnych. Wielu twórców osiąga nieregularne dochody, co utrudnia regularne opłacanie składek do ZUS. Według danych przedstawionych w uzasadnieniu projektu około 69 proc. artystów osiąga dochody poniżej średniej krajowej, a blisko 30 proc. zarabia mniej niż wynosi minimalne wynagrodzenie. Jedynie 11 proc. wykonuje pracę na podstawie umowy o pracę.

Najważniejsze rozwiązania przewidziane w projekcie

  • wprowadzenie statusu artysty zawodowego, przyznawanego na wniosek osobom posiadającym udokumentowany dorobek twórczy,
  • przyznawanie statusu na okres pięciu lat z możliwością przedłużenia do ośmiu lat,
  • utworzenie systemu dopłat do składek na ubezpieczenia społeczne,
  • wsparcie dla artystów, których średni roczny przychód z ostatnich trzech lat nie przekracza 125 proc. minimalnego wynagrodzenia (obecnie około 68 tys. zł brutto rocznie),
  • dopłaty uzupełniające składki do poziomu odpowiadającego minimalnemu wynagrodzeniu,
  • objęcie beneficjentów świadczeniami zdrowotnymi, chorobowymi i emerytalnymi,
  • uzależnienie wysokości dopłaty od rzeczywistych dochodów artysty,
  • przekazywanie środków bezpośrednio do ZUS, bez wypłaty gotówki,
  • utworzenie Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej (CEPA), które będzie zarządzać systemem i współpracować ze środowiskiem artystycznym.

Nowe przepisy mają wejść w życie po upływie dziewięciu miesięcy od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Projekt trafił do dalszych prac

18 czerwca 2026 r. w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy (druk nr 2644), przedstawionego przez minister Martę Cienkowską.

Opozycja złożyła wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, jednak został on odrzucony stosunkiem głosów 233 do 199. Nie uzyskał również poparcia wniosek o skierowanie projektu do Komisji do Spraw Deregulacji. Ostatecznie projekt trafił do Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu.

Polacy mówią stanowcze „nie”

Choć rząd szacuje, że z nowych rozwiązań skorzysta około 20 tys. osób, społeczne poparcie dla projektu pozostaje bardzo niskie.

Z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie „Super Expressu”, wynika, że aż 74 proc. respondentów sprzeciwia się dopłatom do składek emerytalnych dla artystów. Poparcie dla projektu deklaruje jedynie 11 proc. badanych, natomiast 15 proc. nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.

Krytycy projektu podnoszą argument, że budżet państwa finansowany jest z podatków wszystkich obywateli. Ich zdaniem tworzenie specjalnego systemu wsparcia dla jednej grupy zawodowej jest niesprawiedliwe wobec innych osób osiągających niskie dochody i samodzielnie opłacających składki.

Ile będzie kosztował nowy system?

Całkowity koszt funkcjonowania ustawy szacowany jest na 350–380 mln zł rocznie.

Struktura wydatków

1. Dopłaty do składek ZUS

Na dopłaty do składek emerytalnych, rentowych i zdrowotnych państwo przeznaczy około 250 mln zł rocznie.

2. Koszty administracyjne

Powstanie Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej (CEPA), którego funkcjonowanie ma kosztować około 21,5 mln zł rocznie.

Przewidziano również utworzenie:

  • 145-osobowej Komisji Opiniującej, odpowiedzialnej za ocenę dorobku artystycznego,
  • 15-osobowej Rady Programowej.

Łączne koszty funkcjonowania tych organów oszacowano na około 2,1 mln zł rocznie. Według założeń będą one rozpatrywać około 14 tys. wniosków rocznie.

3. Koszty obsługi przez ZUS

Zakład Ubezpieczeń Społecznych otrzyma wynagrodzenie za techniczną obsługę systemu w wysokości 2 proc. wartości przekazywanych dopłat.

Skąd będą pochodziły pieniądze?

Rząd podkreśla, że środki na dopłaty nie będą pochodziły ze składek innych ubezpieczonych, lecz bezpośrednio z budżetu państwa, finansowanego przede wszystkim z wpływów z podatków, takich jak VAT i CIT.

Oznacza to, że wydatki zostaną pokryte z ogólnych dochodów budżetowych, a nie z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Pojawia się jednak pytanie, które zadaje wielu krytyków projektu: skoro państwo wielokrotnie podkreśla konieczność ograniczania wydatków publicznych i poszukiwania oszczędności, czy tworzenie kolejnego programu finansowanego z budżetu jest uzasadnione? Odpowiedź na to pytanie będzie przedmiotem dalszej debaty parlamentarnej i publicznej.

Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga,

Chodź opowiem Ci bajeczkę

Bajka będzie długa….!

Za górami, za lasami, w królestwie, którego na żadnej mapie znaleźć nie można! W miejscowości dalekiej ale nie tak odległej, gdzie w każdym autobusie jadącym do centrum zamożnego królestwa witano dostojnego mieszkańca i dostojnego przybysza zacnym przywitaniem Uniwersytet duma regionu, zacny Miłościwie Panujący Władca polecił swojemu Kanclerzowi wręczyć do rąk własnych poddanych zacne listy gratulacyjne z liczbą przyznanych punktów w hierarchii królestwa i zacnym uposażeniem od Anno Domini 2026.

Zacni poddani z nadzieją i oczekiwaniem otworzyli koperty i dosłownie skacząc z radości dziękowali za tak hojne dary Miłościwie Panującemu Księciuniowi.  A potem wróciwszy do domu gorzko płakali, bo nie mogli zrozumieć, dlaczego hojny władca tak ich szczodrze obdarzył. Bo w końcu wszystko zadziało się po równo i w sposób niezaskakujący!  Każdy specjalista dostał 136 punktów, każdy referent 90 punktów. I tym samym w końcu każdy poddany, w każdej jednostce królestwa, dostał tyle samo złotych monet. I poczuli się dumą regionu po tak szczodrym darze. Baju, baju, baj…!

W tym samym momencie, gdy w domach poddanych schły ostatnie gorzkie łzy, na zamku wybiła północ. Uniwersyteckie królestwo, choć dumne i bogate w oficjalnych księgach, właśnie zapisało nowy rozdział w swojej kronice paradoksów.

Sprawiedliwość, którą ogłosił Kanclerz na polecenie Miłościwie Panującego Władcy, okazała się mieczem obosiecznym. Liczby wyglądały przecież tak dumnie na pergaminie:

  • Dla specjalisty: Równo 136 punktów w hierarchii królestwa.
  • Dla referenta: Równo 90 punktów w hierarchii królestwa.
  • Dla wszystkich: Dokładnie tyle samo lśniących złotych monet.

Księciunio i jego Kanclerz świętowali sukces.

W ich oczach zapanowała idealna harmonia – nikt nie był pominięty, każdy został obdarowany według szczodrego  dekretu Anno Domini 2026. Skoro wszyscy dostali tyle samo, to przecież nikt nie miał prawa czuć się pokrzywdzony.

Jednak w świecie realnym, poza murami zamku, ta „sprawiedliwość” zatarła wszelkie granice. Starszy rzemieślnik, który od ćwierćwiecza dbał o uniwersyteckie mury i uczył fachu młodych, dostał dokładnie tyle samo monet, co nowo przybyły czeladnik, który dopiero co przekroczył próg królestwa. Trud, doświadczenie i lata lojalności zostały zrównane do jednego, uniwersalnego mianownika.

Pasażerowie  autobusów jadących do centrum królestwa szybko zrozumieli gorzką prawdę. Stali się „dumą regionu” tylko w płomiennych przemówieniach władzy. W rzeczywistości ich unikalny wkład i codzienne poświęcenie rozpuściły się w masowej, identycznej dla każdego jałmużnie.

Morał z uniwersyteckiej opowieści

Gdy władza zaczyna dzielić dary „po równo”, często przestaje widzieć człowieka. Prawdziwa sprawiedliwość nie polega na dawaniu każdemu dokładnie tego samego, ale na docenieniu indywidualnego trudu i zasług. W przeciwnym razie duma regionu staje się jedynie pustym hasłem, a listy gratulacyjne – smutną pamiątką po złudnej szczodrości.

Baju, baju, baj… życie toczy się dalej, a monety kurczą się w kieszeniach.

Najjaśniejszy, Miłościwie Panujący Władco!
Czcigodny i Nieomylny Kanclerzu!

My, wierni poddani, duma regionu oraz etatowi pasażerowie autobusów zmierzających ku centrum Waszego zamożnego Królestwa, składamy u stóp tronu najgłębsze ukłony i krwawiące z wdzięczności serca.

Listy gratulacyjne z zacnym uposażeniem na rok Anno Domini 2026 dotarły do naszych rąk własnych, wywołując w królestwie tak wielkie poruszenie, że do dziś nie potrafimy otrzeć łez – choć wciąż spieramy się o to, czy są to łzy dzikiej radości, czy głębokiego wzruszenia nad Waszą genialną mądrością.

Pragniemy z całego serca podziękować za rewolucyjne wprowadzenie

Nowej Ery Lewicowej Sprawiedliwości:

  • Dziękujemy Za Matematyczną Perfekcję: Dziękujemy, że zrównaliście naszą przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Od teraz doświadczony specjalista z ćwierćwiecznym stażem i nowo przyjęty czeladnik mogą z dumą patrzeć sobie w oczy, wiedząc, że dla Waszej Wysokości ich trud jest wart dokładnie tyle samo – legendarne 136 punktów!
  • Dziękujemy Za Spokój Ducha Referentów: Dziękujemy za zrzucenie z barków referentów ciężaru ambicji. Święte 90 punktów i identyczna liczba monet dla każdego sprawiły, że nikt już nie musi się wyróżniać ani starać robić niczego lepiej. Po co, skoro hojność Władcy ma tak precyzyjnie odmierzony sufit?
  • Dziękujemy Za Likwidację Zazdrości: Wasz dekret uleczył nas z próżności. Nie musimy już marnować energii na rozwój, podnoszenie kwalifikacji czy unikalne rzemiosło. Prawdziwa duma regionu tkwi przecież w idealnej, masowej identyczności.

Wracając codziennie autobusami do naszych domów, tulimy do piersi te drogocenne monety. Ich liczba jest tak idealnie równa, że aż niebezpiecznie lekka w naszych sakiewkach. Jesteśmy dumni, że zamożność królestwa tak wspaniale prezentuje się w Waszych królewskich tabelach i przemówieniach.

Baju, baju, baj… oby Wasze zdrowie i samozadowolenie trwały wiecznie, a uniwersyteckie tabele nigdy nie zaznały błędu ludzkiej indywidualności!

Z najgłębszym (i całkowicie bezpłatnym) poważaniem,

Wasz Jednakowo Szczęśliwy Lud !

W lśniących złotogłowiem gabinetach uniwersyteckiego zamku, o poranku Anno Domini 2026, zapachniało świeżo parzoną kawą sprowadzaną z najdalszych zakątków imperium. Miłościwie Panujący Władca siedział na zydlu z aksamitu, trzymając w ręku list od poddanych, a jego czoło chmurzyło się w głębokim niedowierzaniu.

Obok, z gęsim piórem za uchem i stosem idealnie równych tabel, stał zaniepokojony Kanclerz.

– Kanclerzu… – zaczął Władca, upijając łyk napoju. – Wyjdź no do okna. Słyszysz to?
– Słyszę… idealny spokój, Wasza Wysokość – odparł urzędnik, mrużąc oczy.
– No właśnie! Spokój! – żachnął się Władca, uderzając pięścią w stół. – A gdzie są wiwaty? Gdzie procesje z moimi portretami? Gdzie dziękczynne śpiewy w autobusach jadących do centrum? Przecież wysłaliśmy im najwspanialsze, sprawiedliwe listy! 136 punktów dla każdego specjalisty! 90 punktów dla referenta! Wszystko po równo! Matematyczne arcydzieło!

Kanclerz nerwowo poprawił kołnierz i spojrzał na trzymany przez Władcę list pełen podziękowań.

– Wasza Wysokość, pismo od ludu ocieka… no właśnie, sami piszą, że ich serca pękają z wdzięczności. Wspominają o „rewolucyjnej erze sprawiedliwości” i o tym, że uleczyliśmy ich z próżności.
– No i pięknie! – zawołał Władca. – Więc dlaczego, gdy przejeżdżałem rano obok uniwersyteckich murów, widziałem tylko smutne twarze? Dlaczego nikt nie tańczy na ulicach? Czy ci ludzie nie rozumieją, ile trudu włożyliśmy w to, żeby nikt nie dostał ani jednej monety więcej od sąsiada?

Kanclerz rozłożył na biurku wielką mapę wydatków królestwa, na której widniały idealnie równe słupki.

– Wasza Wysokość, nasz system jest bezbłędny. Zlikwidowaliśmy problem uznaniowości. Nikomu nie musimy tłumaczyć, dlaczego zarabia mniej lub więcej. Wszyscy dostali dokładnie tyle samo złotych monet!

– Miłościwy Władca przetarł czoło i rzekł:  Może daliśmy im za dużo i oszaleli z dobrobytu? Może ta duma regionu uderzyła im do głów i teraz wstydzą się okazywać radość publicznie? Lud po prostu nie dorósł do tak genialnej i nowoczesnej ekonomii. Oni piszą tutaj coś o „lekkich sakiewkach” i o tym, że ich przeszłość i przyszłość mają teraz tę samą wartość… – mruknął Władca, czytając fragment z ironicznego listu. – Czy to znaczy, że chcą więcej punktów?
– Niemożliwe, Wasza Wysokość! – przestraszył się Kanclerz. – Gdybyśmy dali specjaliście 137 punktów, naruszylibyśmy kosmiczną harmonię uniwersytetu! Przecież 136 to liczba idealna, wyliczona przez naszych najdroższych nadwornych finansistów!

Władca wstał, podszedł do okna i spojrzał na rzemieślników pracujących w milczeniu na dole.

– Kanclerzu, skoro lud nie potrafi cieszyć się sam z siebie, musimy mu w tym pomóc. Przygotuj nowy dekret. Od jutra wprowadzamy Obowiązkowy Optymizm Uniwersytecki. Każdy pasażer autobusu jadącego do centrum ma obowiązek uśmiechać się od ucha do ucha. Kto nie wykaże dumy regionu na twarzy, temu odejmiemy 5 punktów z jego zacnego uposażenia!

Kanclerz z zachwytem zaczął notować słowa Władcy. Obaj byli dumni, że po raz kolejny tak sprytnie rozwiązali problem swoich poddanych.

Baju, baju, baj… a na dole, pod zamkiem, specjaliści i referenci wciąż mierzyli wzrokiem swoje identyczne monety, zastanawiając się, jak przeżyć do kolejnego pierwszego w tym idealnie sprawiedliwym królestwie. A może lud postanowi płacić w sklepach „punktami” zamiast monetami, sprawdzając, ile wart jest dekret Władcy?

Baju, baju, baj… Wszyscy mamy raj…..