Na etaty brakuje.

Na nieruchomości miliony się znajdują?

Na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie od miesięcy, od lat,  słyszymy jedno słowo:

oszczędności.

Oszczędności w strukturach.
Oszczędności w zatrudnieniu.
Oszczędności w kosztach funkcjonowania.

Pracownikom mówi się o trudnej sytuacji finansowej, konieczności racjonalizacji, zmianach organizacyjnych i szukaniu pieniędzy.

Tymczasem pojawia się informacja, że Uniwersytet uczestniczy w procedurze nabycia nieruchomości, którą użytkowała Polska Akademia Nauk przy ul. Tuwima w Olsztynie, której wylicytowana cena wynosi:

Twórca: JakubowskiFoto

10 925 000 złotych.

Prawie jedenaście milionów złotych.

I tutaj nie chodzi o sam fakt zakupu. Uczelnia ma prawo się rozwijać, inwestować i powiększać swoją bazę. Dobra inwestycja może być potrzebna i uzasadniona.

Ale w uczelni publicznej najważniejsze jest jedno słowo:

przejrzystość.

Bo jeżeli pracownikom tłumaczy się konieczność zaciskania pasa, to naturalnym pytaniem jest:

skąd nagle pojawia się prawie 11 milionów złotych na zakup nieruchomości?

Jeżeli mówi się o ograniczeniach finansowych, społeczność akademicka ma prawo zapytać:

kto podjął decyzję?
z jakich środków zakup zostanie sfinansowany?
jaki był cel inwestycji?
jakie dokumenty potwierdzają opłacalność tej decyzji?

Po wniosku o udostępnienie informacji publicznej Uniwersytet potwierdził kwotę zakupu. Wskazano również, że cena została ustalona w postępowaniu przetargowym w drodze licytacji.

Jednocześnie poinformowano, że sprawa znajduje się na etapie procedowania w Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej.

Dlatego pojawiły się kolejne pytania:

czy nieruchomość została już faktycznie nabyta?
czy podpisano umowę?
czy Prokuratoria analizuje dopiero planowaną czynność?
czy wszystkie wymagane zgody zostały uzyskane?

To nie są pytania przeciwko Uniwersytetowi.

To są pytania w interesie Uniwersytetu.

Bo majątek publicznej uczelni nie jest prywatnym majątkiem żadnych władz. Jest dobrem wspólnoty akademickiej.

Pracownicy, którzy słyszą o oszczędnościach, mają prawo wiedzieć, dlaczego na jedne rzeczy pieniędzy brakuje, a na inne znajdują się miliony.

Tym bardziej, że w tle pozostają inne pytania:

ile kosztuje obsługa prawna Uniwersytetu?
dlaczego w odpowiedziach na proste pytania pojawiają się pełnomocnicy?
czy transparentność nie powinna być pierwszą zasadą działania publicznej uczelni?

Bo najgorsze dla każdej instytucji publicznej nie są pytania.

Najgorszy jest moment, gdy ludzie przestają wierzyć w odpowiedzi.

Uniwersytet powinien być miejscem nauki, prawdy i otwartości.

A prawda zaczyna się od prostych rzeczy:

Pokażcie dokumenty.
Pokażcie decyzje.
Pokażcie, dlaczego zakup za prawie 11 milionów złotych jest najlepszą decyzją dla całej wspólnoty akademickiej.

My pracownicy pytamy Rektora a Siergiej odpowiada.

Bo równolegle słyszymy o planach redukcji zatrudnienia, o konieczności ograniczania etatów, o trudnych decyzjach kadrowych, które mają ratować budżet uczelni.

Mówi się o liczbach – nawet o 131 etatach do redukcji.

I właśnie w tym zestawieniu pojawia się największy dysonans.

Z jednej strony: brak środków na ludzi.
Z drugiej: miliony na nieruchomości.

Z jednej strony: konieczność oszczędzania.
Z drugiej: decyzje inwestycyjne wymagające ogromnych nakładów.

To nie jest już tylko kwestia jednej transakcji.

To jest pytanie o priorytety.

Czy ważniejsza jest infrastruktura, czy ludzie, którzy tę uczelnię tworzą?
Czy decyzje finansowe są spójne z komunikatem kierowanym do pracowników?
Czy społeczność akademicka ma pełny obraz sytuacji, czy tylko jej fragment?

Bo uczelnia publiczna nie może funkcjonować w dwóch równoległych rzeczywistościach:

jednej – oficjalnej, w której mówi się o oszczędnościach,
i drugiej – faktycznej, w której podejmowane są kosztowne decyzje inwestycyjne.

Dlatego te pytania nie znikną.

Bo nie dotyczą tylko jednej nieruchomości.

Dotyczą zaufania.

Z poważaniem

Andrzej Adamowicz