MARIOLA WSZECHWIDZĄCA, CZYLI JAK KORTOWO POKOCHAŁO LICZNIKI

GWIAZDA MOŻE BYĆ TYLKO JEDNA

Nie pierwszy raz dzielimy się z Państwem naszym niepokojem. Już wcześniej sygnalizowaliśmy, że w naszej ocenie sposób, w jaki traktowane bywają na uczelni niektóre osoby, budzi poważne wątpliwości, a działania podejmowane wobec nich trudno nam odczytywać inaczej niż jako wymierzone w te osoby. Dodajmy, również w trybie oceny, że niepokój ten dotyczy postawy tej samej osoby, której pasje organizacyjne opisujemy w dalszej części, to jest sprawującej pieczę nad pionem kadrowo-finansowym. Są to nasze oceny, formułowane na podstawie docierających do nas relacji i posiadanych dokumentów, i jako oceny je przedstawiamy. O kolejnych sytuacjach, które wzbudzą nasze wątpliwości, będziemy informować sukcesywnie. Dziś natomiast o sprawie, która dotyczy już nie pojedynczych osób, lecz nas wszystkich.

Jest w naszej uczelni ktoś, kto chce wiedzieć o tobie wszystko: gdzie jesteś, o której wjechałeś, kiedy wyjechałeś i czy aby na pewno klikasz w odpowiednim tempie. Nowy projekt zmiany Regulaminu pracy, firmowany przez pion kadrowo-finansowy, wprowadza monitoring „efektywności” pracy zdalnej, rejestrację wjazdów po tablicach rejestracyjnych oraz obowiązek trzymania niszczarki we własnym mieszkaniu. Brzmi jak żart. Niestety, to cytaty.

Zacznijmy od pracy zdalnej. Pracujemy z domu, więc troska o naszą „efektywność” wkracza na palcach do naszych kuchni, by sprawdzić, czy obecność „na stanowisku pracy”, czyli przy stole, jest należycie potwierdzona. Według relacji, które do nas docierają, kadra przyjmie tę czułość z umiarkowanym entuzjazmem.

Dalej jest system rozpoznający tablice rejestracyjne i skrupulatnie notujący, kto, kiedy i o której godzinie pojawił się w Kortowie oraz kiedy je opuścił. Powstanie kronika naszych wyjazdów, z której po latach da się odczytać, że pewien profesor wyszedł w czwartek o 15:42, a więc, wnioskujemy ostrożnie, odrobinę za wcześnie. Jak długo te dane będą przechowywane? Projekt taktownie milczy. Pamięć instytucji, podobnie jak jej apetyt, nie zna granic.

Najczulszy jest jednak fragment o bezpieczeństwie w domu pracownika: zabezpieczona sieć, aktualny router oraz, nasz faworyt, niszczarka. Uczelnia, która latami nie dorobi się sprawnej windy, zakłada z rozbrajającą pewnością, że każdy z nas urządził sobie w przedpokoju certyfikowany ośrodek przetwarzania danych. Koszty po stronie pracownika, troska po stronie pracodawcy.

Nie kwestionujemy, że bezpieczeństwo danych jest ważne. Pytamy tylko, skąd ta nagła fascynacja liczeniem każdej naszej minuty i czy ten sam zapał nie przydałby się tam, gdzie naprawdę warto coś policzyć, na przykład w finansach niektórych jednostek, w których chętnych do liczenia, jak sygnalizowaliśmy wielokrotnie, wciąż brakuje.

Jako związek złożyliśmy do projektu obszerne uwagi. Mamy też skromną propozycję: skoro budujemy uczelnię, która wie o pracownikach wszystko, uruchommy monitoring odwrotny, mierzący, ile trwa rozpatrzenie wniosku pracownika albo wyjaśnienie, gdzie podziały się pewne środki. Coś nam mówi, że ten licznik nie znajdzie się w żadnym projekcie.

A szkoda. Ten akurat poprawiłby efektywność.

Na koniec uprzedzamy, spokojnie i bez emocji: oliwa zawsze na wierzch wypływa. My zaś, krok po kroku, sprawę po sprawie, dokument po dokumencie, będziemy upubliczniać PRAWDĘ.

Cierpliwie. Konsekwentnie.

Do skutku.

Tekst ma charakter felietonowy, a wszelkie podobieństwo do rzeczywistych obsesji jest wyłącznie kwestią interpretacji.