STANOWISKO
Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”
do przedstawienia podczas posiedzenia Senatu Akademickiego w dniu 26 czerwca 2026 r.
Szanowny Panie Rektorze, Wysoki Senacie,
zabieram głos w imieniu Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników „PRAWDA”, zanim Senat zajmie się punktem pierwszym porządku obrad, to jest planem działań Strategii rozwoju Uniwersytetu na rok 2026. Proszę o uwagę, ponieważ dokument, nad którym za chwilę Państwo głosujecie, zawiera rozstrzygnięcie kadrowe, którego, jak sądzimy, większość z Państwa nie jest w pełni świadoma, gdyż jest ono ukryte w jednym z wielu mierników i nazwane językiem, który skutek ten zaciemnia.
Powiem wprost, co ten plan zawiera. W ramach Celu etapowego 4.2 Strategia przyjmuje miernik nazwany „liczbą zredukowanych etatów”, a wartości docelowe tego miernika to 21 etatów w roku 2026, 23 w 2027, 33 w 2028 oraz po 27 w latach 2029 i 2030. Łącznie 131 etatów wśród pracowników niebędących nauczycielami akademickimi. Równolegle, w Celu 4.3, Strategia zakłada zatrudnienie 70 osób w projektach, na etatach finansowanych ze środków zewnętrznych, a więc z natury niestabilnych i czasowych. Saldo tej operacji to minus 61 etatów stałych, a jej istotą jest zastąpienie zatrudnienia trwałego zatrudnieniem tymczasowym.
To nie jest spór o słowa. To jest plan zmniejszenia liczby stałych miejsc pracy na naszym Uniwersytecie o 131 etatów, zapisany w dokumencie, który dziś ma uzyskać Państwa akceptację.
Pytamy zatem, na jakiej podstawie zaplanowano akurat te liczby, i tu napotykamy mur. Nasz Związek zwrócił się formalnie o udostępnienie metodologii tej redukcji, to jest analizy procesów i obciążeń pracą, na którą sama Strategia się powołuje jako na swoją podstawę. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że taki dokument nie istnieje, że analizy nie zostały zakończone, że nie ma listy stanowisk ani metodologii. Proszę zważyć, co to oznacza. Albo te liczby wynikają z rzetelnej analizy, i wtedy analiza istnieje i można ją pokazać, albo nie wynikają z żadnej analizy, i wtedy Senat ma dziś przyjąć konkretne, rozpisane co do roku cele redukcji zatrudnienia, za którymi nie stoi żaden ujawniony dokument. Trzeciej możliwości nie ma.
To samo dotyczy deklarowanej dywersyfikacji finansowania. Uczelnia twierdzi, że chce zwiększać udział środków zewnętrznych w finansowaniu wynagrodzeń. Tymczasem z danych przedłożonych przez samą administrację wynika, że jest odwrotnie. Finansowanie projektowe kosztów osobowych spadło z ponad 24 milionów złotych w roku 2016 do około 6 milionów w 2024, podczas gdy finansowanie z subwencji wzrosło w tym czasie do 131 milionów. Uzależnienie od subwencji nie maleje, lecz rośnie. Deklaracja mówi jedno, dane mówią drugie.
Zwracam też uwagę Wysokiego Senatu, że plan na rok 2026 zakłada zmiany w Regulaminie wynagradzania i w Regulaminie pracy. Zmiany te wymagają z mocy ustawy uzgodnienia ze stroną związkową, to znaczy zgody, a nie samego wysłuchania. Takiego uzgodnienia nie było. Przyjmowanie planu, który z góry przesądza kierunek tych zmian, zanim doszło do ich uzgodnienia, stawia stronę społeczną przed faktem dokonanym i omija tryb przewidziany prawem.
Mówię o tym dlatego, że jesteśmy przekonani, iż niewiele osób na tej sali ma świadomość, że głosując nad tym z pozoru technicznym dokumentem, głosuje w istocie nad redukcją 131 stałych etatów, nad zastąpieniem ich zatrudnieniem czasowym oraz nad zmianami płacowymi, których nie uzgodniono. Te rozstrzygnięcia nie zostały Państwu przedstawione jako decyzje kadrowe, lecz jako mierniki realizacji celów. Uważamy, że Senat ma prawo wiedzieć, nad czym głosuje, i że obowiązkiem strony społecznej jest dzisiaj Państwa o tym uprzedzić.
Pozwolą Państwo, że odniosę się do powtarzanej opinii, jakoby nasz Związek jedynie krytykował i niczego nie wnosił. Jest odwrotnie. Skracając to minimum to wystąpienie: wystąpiliśmy do Ministra Nauki o wskazanie roku bazowego podwyżek i o dopuszczalność podwyżek kwotowych. Żądaliśmy przedstawienia każdemu pracownikowi indywidualnej informacji o rzeczywistej wysokości jego podwyżki względem pensji zasadniczej. Domagaliśmy się jawności nagród Rektora i zasad podziału środków na wynagrodzenia. Wnosiliśmy o wyjaśnienie wydatkowania środków publicznych na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Wskazywaliśmy na progi dochodowe w funduszu socjalnym ustalone poniżej płacy minimalnej. To nie jest bezczynność. To jest praca, którą wykonujemy wbrew utrudnieniom.
Chcę też nazwać rzecz, o której mówi się półgłosem. Z dokumentów przedstawionych przez samą uczelnię wynika, że przy podwyżce naliczanej procentowo osoba o wysokim uposażeniu otrzymuje wzrost wynagrodzenia rzędu 2 400 zł, a przy wyższej stawce nawet 3 600 zł miesięcznie. Sam ten przyrost jest bliski dwukrotności miesięcznej pensji zasadniczej asystenta i przewyższa miesięczne wynagrodzenie pracownika administracyjnego o najniższym uposażeniu. Innymi słowy, jednej osobie dodaje się tyle, ile druga zarabia przez niemal dwa miesiące pracy. Mimo to złożony przez nas wniosek o wprowadzenie podwyżki kwotowej, która te dysproporcje by łagodziła, do dnia dzisiejszego nie został rozpatrzony, a samej dysproporcji uporczywie się zaprzecza i jej nie ujawnia.
Stawiam zatem pytanie o przywództwo. W czasach, w których uczelnia planuje redukcję 131 etatów i zaciska wydatki na pracownikach o najniższych dochodach, dodawanie sobie kolejnych procentów od najwyższych uposażeń trudno pogodzić z zasadą solidarności. Bywają chwile, w których właściwą decyzją jest powiedzieć dość i pokazać, jak przywództwo powinno wyglądać, biorąc na siebie część ciężaru, zamiast przenosić go na najsłabiej wynagradzanych.
Informuję wreszcie Wysoki Senat, do czego nasz Związek konsekwentnie zmierza. Zmierzamy do ujawnienia hipokryzji w dysponowaniu dochodem pochodzącym ze środków publicznych. Do ujawnienia nepotyzmu i powoływania się na wpływy. Do ujawnienia przypadków załatwiania awansów naukowych poza rzetelną procedurą. A nade wszystko do ujawnienia nierównego traktowania pracowników i blokowania ich rozwoju zawodowego. Nie czynimy tego przeciwko komukolwiek osobiście, lecz w obronie zasady, że na uczelni publicznej wszyscy podlegają tym samym regułom, a środki publiczne służą wspólnocie, nie wybranym.
Muszę przy tym uczciwie powiedzieć Wysokiemu Senatowi, w jakim położeniu działa nasz Związek. Aby cokolwiek przewalczyć, potrzebujemy dobrej woli pracodawcy, ponieważ większość naszych uprawnień sprowadza się do prawa pytania i opiniowania, nie do prawa decyzji. Tymczasem pracodawca znajduje oparcie w innych organizacjach związkowych, a nasze pytania traktowane są nie jako głos współgospodarza tej Uczelni, lecz jako kontra, którą należy odeprzeć. W tym układzie trudno oczekiwać, by nasze postulaty były realizowane, choćby były słuszne, skoro samo ich zgłoszenie bywa odczytywane jako wrogość. Mówię o tym nie po to, by się skarżyć, lecz dlatego, że to właśnie ten brak dobrej woli decyduje o losie spraw, o których dziś mówię.
To nie jest obawa teoretyczna, bo ten sam mechanizm widzimy już dziś na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Jedni otrzymują wysokie wynagrodzenia, dodatki, nagrody i dostęp do finansowanych ze środków publicznych narzędzi oraz komercyjnych form kształcenia, podczas gdy inni, wykonujący tę samą pracę dydaktyczną, w istocie biedują, ponieważ nie należą do grona wybranych i zasłużonych w oczach władzy. Tej samej logiki podziału na lepszych i gorszych obawiamy się przy realizacji Strategii, jeżeli o redukcji etatów i o rozdziale środków decydować będzie przynależność do właściwego kręgu, a nie przejrzyste i równe dla wszystkich kryteria.
Chcę, by Wysoki Senat wiedział, że szukaliśmy porozumienia. Przejrzeliśmy wypowiedzi Rektora, Prorektorów i innych osób pełniących funkcje, szukając w nich choćby jednego dobrego słowa skierowanego w stronę naszego Związku. Nie znaleźliśmy go. Narracja Uczelni wobec nas jest wyłącznie atakująca. Gdy funkcję przewodniczącego naszej organizacji pełniła osoba o niższej pozycji w hierarchii, traktowano ją z lekceważeniem należnym, w tej kulturze, portierowi. Dziś przewodniczącym jest profesor belwederski, tytułem naukowym wyższy niż większość składu kierującego Uczelnią, i lekceważenie stało się trudniejsze, choć nie ustało. W odpowiedzi na niezależność tej osoby delegowano ją do zakresu obowiązków asystenta, co odczytujemy jako odwet, ponieważ atakowanie tych, którzy pytają, bywa dla pewnej kultury zarządzania codziennym pożywieniem. Przekazywano nam także, że nasz Związek zostanie rozwiązany, że będą składane skargi i że nikt nam nie odpuści. Mimo to docierają do nas zgłoszenia o nieprawidłowościach z kolejnych wydziałów i pracujemy nad każdym z nich po kolei, cierpliwie, jak mrówki. OŚWIADCZAM DZIŚ, ŻE ŻADEN WYDZIAŁ NIE JEST Z TEJ PRACY WYŁĄCZONY, W TYM WYDZIAŁ, Z KTÓREGO WYWODZI SIĘ REKTOR. WYBÓR NIE JEST PRZYPADKOWY I WYNIKA Z NAPŁYWAJĄCYCH DO NAS SYGNAŁÓW, A NIE Z CZYJEJKOLWIEK NIECHĘCI.
W związku z tymi sygnałami zwracamy się do władz Uczelni z pytaniami i prosimy o odniesienie się do nich w sposób kwalifikowany. Docierają do nas informacje, że jedna z osób pełniących wysoką funkcję w Uczelni była już niejednokrotnie wiązana z zarzutami niewłaściwego traktowania podległych pracowników, a mimo to jej droga zawodowa kończyła się awansem. Docierają do nas również sygnały, że jedna z osób kierujących Uczelnią miała przedstawiać się jako wyznaczona następczyni, budując wokół tego atmosferę obawy i wymuszając posłuszeństwo. Nie przesądzamy, czy informacje te są prawdziwe. Prosimy jednak władze Uczelni o jednoznaczne, kwalifikowane stanowisko, czy odpowiadają one prawdzie, czy też stanowią oszczerstwo, abyśmy wiedzieli, jak postępować dalej. Mamy przy tym nadzieję, że pytania te nie spotkają się z odpowiedzią o brakach technicznych ani nie zostaną potraktowane jako retoryczne, lecz doczekają się odpowiedzi co do istoty.
Powiem zatem wprost, czego dla pracowników tej Uczelni chcemy. Chcemy, by pracownicy pozostający z dala od kręgu uprzywilejowanych zarabiali godnie, a nie na granicy ubóstwa.
Chcemy, by mieli te same możliwości rozwoju, awansu, udziału w projektach, szkoleniach i dostępu do narzędzi pracy co osoby należące do grona obdarzanych łaską władzy.
Chcemy, by o wynagrodzeniu, o awansie i o rozwoju decydowała praca i kompetencje, a nie znajomości i przynależność do właściwego kręgu.
I chcemy wreszcie, by skończyła się dezinformacja, którą karmi się pracowników, gdy wmawia się im podwyżki, których nie otrzymali, i przedstawia się decyzje kadrowe jako techniczne mierniki. Pracownik, który zna prawdę o swojej sytuacji, jest pracownikiem, którego trudniej skrzywdzić, i właśnie dlatego prawda jest tu tak niewygodna.
W związku z powyższym wnosimy do Wysokiego Senatu o dwie rzeczy. Po pierwsze, o nieprzyjmowanie planu działań na rok 2026 w części dotyczącej miernika redukcji etatów oraz zmian regulaminów płacowych do czasu udostępnienia stronie społecznej metodologii planowanej redukcji i przeprowadzenia uzgodnienia wymaganego prawem. Po drugie, o wpisanie niniejszego stanowiska w całości do protokołu dzisiejszego posiedzenia.
Dziękuję Państwu za uwagę.
prof. dr hab. n. med. Jerzy Gielecki
Przewodniczący
Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”
