Na nieruchomości miliony się znajdują?

Na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie od miesięcy, od lat,  słyszymy jedno słowo:

oszczędności.

Oszczędności w strukturach.
Oszczędności w zatrudnieniu.
Oszczędności w kosztach funkcjonowania.

Pracownikom mówi się o trudnej sytuacji finansowej, konieczności racjonalizacji, zmianach organizacyjnych i szukaniu pieniędzy.

Tymczasem pojawia się informacja, że Uniwersytet uczestniczy w procedurze nabycia nieruchomości, którą użytkowała Polska Akademia Nauk przy ul. Tuwima w Olsztynie, której wylicytowana cena wynosi:

Twórca: JakubowskiFoto

10 925 000 złotych.

Prawie jedenaście milionów złotych.

I tutaj nie chodzi o sam fakt zakupu. Uczelnia ma prawo się rozwijać, inwestować i powiększać swoją bazę. Dobra inwestycja może być potrzebna i uzasadniona.

Ale w uczelni publicznej najważniejsze jest jedno słowo:

przejrzystość.

Bo jeżeli pracownikom tłumaczy się konieczność zaciskania pasa, to naturalnym pytaniem jest:

skąd nagle pojawia się prawie 11 milionów złotych na zakup nieruchomości?

Jeżeli mówi się o ograniczeniach finansowych, społeczność akademicka ma prawo zapytać:

kto podjął decyzję?
z jakich środków zakup zostanie sfinansowany?
jaki był cel inwestycji?
jakie dokumenty potwierdzają opłacalność tej decyzji?

Po wniosku o udostępnienie informacji publicznej Uniwersytet potwierdził kwotę zakupu. Wskazano również, że cena została ustalona w postępowaniu przetargowym w drodze licytacji.

Jednocześnie poinformowano, że sprawa znajduje się na etapie procedowania w Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej.

Dlatego pojawiły się kolejne pytania:

czy nieruchomość została już faktycznie nabyta?
czy podpisano umowę?
czy Prokuratoria analizuje dopiero planowaną czynność?
czy wszystkie wymagane zgody zostały uzyskane?

To nie są pytania przeciwko Uniwersytetowi.

To są pytania w interesie Uniwersytetu.

Bo majątek publicznej uczelni nie jest prywatnym majątkiem żadnych władz. Jest dobrem wspólnoty akademickiej.

Pracownicy, którzy słyszą o oszczędnościach, mają prawo wiedzieć, dlaczego na jedne rzeczy pieniędzy brakuje, a na inne znajdują się miliony.

Tym bardziej, że w tle pozostają inne pytania:

ile kosztuje obsługa prawna Uniwersytetu?
dlaczego w odpowiedziach na proste pytania pojawiają się pełnomocnicy?
czy transparentność nie powinna być pierwszą zasadą działania publicznej uczelni?

Bo najgorsze dla każdej instytucji publicznej nie są pytania.

Najgorszy jest moment, gdy ludzie przestają wierzyć w odpowiedzi.

Uniwersytet powinien być miejscem nauki, prawdy i otwartości.

A prawda zaczyna się od prostych rzeczy:

Pokażcie dokumenty.
Pokażcie decyzje.
Pokażcie, dlaczego zakup za prawie 11 milionów złotych jest najlepszą decyzją dla całej wspólnoty akademickiej.

My pracownicy pytamy Rektora a Siergiej odpowiada.

Bo równolegle słyszymy o planach redukcji zatrudnienia, o konieczności ograniczania etatów, o trudnych decyzjach kadrowych, które mają ratować budżet uczelni.

Mówi się o liczbach – nawet o 131 etatach do redukcji.

I właśnie w tym zestawieniu pojawia się największy dysonans.

Z jednej strony: brak środków na ludzi.
Z drugiej: miliony na nieruchomości.

Z jednej strony: konieczność oszczędzania.
Z drugiej: decyzje inwestycyjne wymagające ogromnych nakładów.

To nie jest już tylko kwestia jednej transakcji.

To jest pytanie o priorytety.

Czy ważniejsza jest infrastruktura, czy ludzie, którzy tę uczelnię tworzą?
Czy decyzje finansowe są spójne z komunikatem kierowanym do pracowników?
Czy społeczność akademicka ma pełny obraz sytuacji, czy tylko jej fragment?

Bo uczelnia publiczna nie może funkcjonować w dwóch równoległych rzeczywistościach:

jednej – oficjalnej, w której mówi się o oszczędnościach,
i drugiej – faktycznej, w której podejmowane są kosztowne decyzje inwestycyjne.

Dlatego te pytania nie znikną.

Bo nie dotyczą tylko jednej nieruchomości.

Dotyczą zaufania.

Z poważaniem

Andrzej Adamowicz

Kancelaria kontra kilka tabelek

Gdy brakuje na ludzi, ale znajduje się na prawników

Na uczelni rozpoczęła się epoka wielkiego liczenia.

Liczy się etaty.
Liczy się godziny.
Liczy się koszty pracowników.

Pracownicy słyszą o trudnej sytuacji finansowej, konieczności racjonalizacji zatrudnienia, ograniczeniach i szukaniu oszczędności.

Przekaz jest prosty:

trzeba zaciskać pasa.

Pytanie tylko — kto ma go zaciskać?

Bo kiedy mowa o zwykłych pracownikach, każda złotówka zaczyna mieć znaczenie. Każde stanowisko można przeanalizować, każdą potrzebę zakwestionować.

Ale kiedy pojawia się decyzja o zaangażowaniu zewnętrznej kancelarii prawnej — pieniądze najwyraźniej się znajdują.

Kilka pytań. Kilka tabelek. Armia dokumentów

Zapytaliśmy o wydatki, wyjazdy służbowe, dodatki funkcyjne i wynagrodzenia — na razie dotyczące jednego wydziału.

Sprawa wydawała się prosta.

Publiczna uczelnia.
Publiczne środki.
Publiczne pytania.

W odpowiedzi pojawiły się jednak pełnomocnictwa, pełnomocnictwa substytucyjne, poświadczenia zgodności dokumentów i wezwania formalne.

Cała prawnicza procedura.

Do czego?

Do odpowiedzi na pytania o sposób wydawania pieniędzy.

Kto naprawdę wykona pracę?

Bo warto zadać proste pytanie.

Kto przygotuje dane?

Pracownicy uczelni.

Kto znajdzie dokumenty?

Pracownicy uczelni.

Kto stworzy zestawienia?

Pracownicy uczelni.

Ci sami, którym tłumaczy się dzisiaj, że trzeba oszczędzać.

Kancelaria nie stworzy tych danych. Nie policzy ich od początku. Nie odnajdzie ich w uczelnianych systemach.

Dostanie materiał przygotowany przez pracowników, nada mu formę prawną i wystawi fakturę.

Więc pytamy:

za co dokładnie płaci publiczna uczelnia?

Pomoc prawna czy mur przed informacją?

I tu pojawia się najważniejsze pytanie.

Czy zatrudnienie zewnętrznej kancelarii ma przyspieszyć udzielenie informacji?

Czy może ma pomóc znaleźć sposób, aby zakres tych informacji ograniczyć?

Nie przesądzamy.

Pytamy.

Bo jeżeli celem jest przejrzystość — droga jest prosta.

Pokazać dane.

Ile wydano?
Komu wypłacono?
Kiedy?
Na jakiej podstawie?

Natomiast kiedy zamiast odpowiedzi pojawia się rozbudowana procedura prawna, naturalnie rodzi się pytanie, czy problemem stały się same wydatki, czy raczej pytania o nie.

Uczelnia ma swoich prawników

Uniwersytet posiada przecież własną obsługę prawną.

Etatowych radców.

Osoby, które przez lata zajmowały się podobnymi sprawami.

Dlaczego więc tym razem uznano, że konieczne jest wsparcie z zewnątrz?

Czy własne służby prawne nie mogły przygotować odpowiedzi?

Czy wykonano analizę kosztów?

Czy sprawdzono inne możliwości?

Kto podjął decyzję?

I ile będzie ona kosztować?

Oszczędności zaczynają się od pytań

Bo obraz robi się symboliczny.

Dla jednych — redukcje, ograniczenia i analiza każdego stanowiska.

Dla innych — dodatkowa obsługa prawna.

Na etaty patrzymy bardzo uważnie.

Na faktury za zewnętrzne usługi — czy równie uważnie?

Nie chodzi tylko o jedną kancelarię.

Chodzi o zasadę.

Publiczne pieniądze wymagają publicznych odpowiedzi.

Najlepszą ochroną uczelni nie jest mur pełnomocnictw.

Najlepszą ochroną jest jawność.

Dlatego pytamy dalej.

O fakty.
O decyzje.
O koszty.

Redukcja etatów?

Być może.

Ale zanim zacznie się szukać oszczędności na pracownikach, warto sprawdzić, gdzie naprawdę uciekają pieniądze.

Z poważaniem

Andrzej Adamowicz

Funkcjonariusze z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej zabezpieczyli nielegalne towary o wartości ponad 25 mln zł.

Od stycznia do czerwca br. działania podejmowane przez funkcjonariuszy z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej doprowadziły do zabezpieczenia nielegalnych towarów o wartości ponad 25 mln zł. Największą wartość stanowiły zabezpieczone narkotyki, prawie 16 mln zł. Na drugim miejscu znalazły się papierosy, blisko 7 mln zł. Odzyskano skradzione pojazdy na kwotę 2,5 mln zł.

 Funkcjonariusze W-MOSG w I półroczu 2026 roku rozbili 4 grupy przestępcze. Zarzuty udziału w zorganizowanych grupach przestępczych usłyszało 28 osób, w tym 2 osobom postawiono zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Zarzuty popełnienia innych przestępstw usłyszało również 109 osób. Do aresztu trafiło 35 osób.

Poniżej linki do komunikatów z I półrocza br.

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/70350,Nieuczciwi-handlarze-aut-z-zarzutami.html

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/70874,Rozbita-grupa-narkotykowa.html

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/71033,Tysiace-papierosow-bez-akcyzy.html

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/71125,Skradzione-mercedesy-odzyskane-przez-Straz-Graniczna.html

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/71594,Odzyskane-pojazdy-o-wartosci-prawie-1-mln-zl.html

https://wm.strazgraniczna.pl/wm/aktualnosci/71983,Kradziona-toyota-nie-pojechala-do-Rosji.html

Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Gołdapi zatrzymali w powiecie ełckim, kuriera i nielegalnych migrantów. Obywatel Ukrainy wiózł 4 obywateli Afganistanu.

Zatrzymanie nielegalnych migrantów to efekt współpracy W-MOSG i POSG. 28 czerwca, funkcjonariusze z PSG w Sejnach przekazali informację, że w kierunku województwa warmińsko-mazurskiego jedzie podejrzany opel, w którym mogą znajdować się cudzoziemcy. Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Gołdapi w powiecie ełckim zatrzymali do kontroli drogowej samochód, na gliwickich tablicach rejestracyjnych. Natychmiast kierowca zaczął tłumaczyć funkcjonariuszom Straży Granicznej, wskazując na torbę z żywnością, że jest dostawcą produktów spożywczych. Okazało się, że jest kurierem nielegalnych migrantów. Trzech Afgańczyków siedziało na tylnym siedzeniu, czwarty podróżował w bagażniku.

Cudzoziemcy przekroczyli granicę z Litwy do Polski i nie posiadali dokumentów uprawniających ich do wjazdu oraz pobytu na terytorium RP.

29 czerwca funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymanych cudzoziemców w ramach readmisji przekazali na Litwę. Natomiast kuriera, funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Gołdapi doprowadzili do Prokuratury Rejonowej w Ełku. 29-letni Ukrainiec usłyszał zarzuty organizowania cudzoziemcom przekroczenia granicy państwowej wbrew przepisom. Grozi mu kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Wobec przewoźnika Sąd zastosował środki zapobiegawcze w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

A DODATKI PŁYNĄ DO TŁUSTYCH KOTÓW

Strategia Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na lata 2026–2030 zawiera miernik nazwany wprost: „liczba zredukowanych etatów”. Wartości docelowe rozpisano na kolejne lata: 21, 23, 33, 27 i 27. Łącznie oznacza to 131 etatów w grupie pracowników niebędących nauczycielami akademickimi.

Nie jest to interpretacja ani szacunek. Tak brzmi nazwa wskaźnika zawartego w dokumentach strategicznych Uczelni.

Dwie strony tego samego bilansu

W tym samym czasie pracownicy słyszą o konieczności oszczędzania, optymalizacji kosztów i ograniczania zatrudnienia. Jednocześnie nadal funkcjonuje system dodatków i procentowych podwyżek wynagrodzeń, który – naszym zdaniem – utrwala istniejące różnice płacowe.

Podwyżki naliczane procentowo powodują, że osoby już najlepiej wynagradzane otrzymują najwyższe kwotowo wzrosty wynagrodzeń. Im wyższa pensja wyjściowa, tym większa wartość każdej kolejnej podwyżki.

Pojawiają się również pytania o zasadność przyznawania części dodatków za wykonywanie obowiązków, które – według pojawiających się opinii pracowników – mieszczą się w standardowym zakresie zajmowanego stanowiska. Wymaga to jednak pełnej transparentności danych, której obecnie brakuje.

W środowisku akademickim wskazuje się także na przypadki, w których asystenci jednocześnie pobierają wynagrodzenie z tytułu zatrudnienia oraz stypendium doktoranckie. Sam fakt korzystania z obu świadczeń nie przesądza o nieprawidłowości, jednak rodzi pytania o skalę tego zjawiska oraz jego wpływ na strukturę wydatków Uczelni.

Asystencie, a Ty?

Jeżeli jesteś asystentem i nie odczuwasz efektów kolejnych podwyżek, warto zadać pytanie, dlaczego system wynagradzania przynosi tak odmienne rezultaty dla osób znajdujących się na różnych poziomach płac.

Nasza propozycja pozostaje bez odpowiedzi

Od wielu miesięcy zgłaszamy prosty postulat:

podwyżki kwotowe zamiast procentowych.

Taki model oznaczałby jednakowy wzrost wynagrodzenia dla osób zajmujących to samo stanowisko. Ograniczyłby pogłębianie różnic płacowych wynikających z wysokości wynagrodzenia podstawowego.

Model procentowy działa odwrotnie – każda kolejna podwyżka zwiększa dystans między najlepiej i najsłabiej wynagradzanymi pracownikami. Do dziś nasz postulat nie został uwzględniony

Gdzie jest transparentność?

Gdyby system wynagradzania nie budził wątpliwości, dane dotyczące kosztów osobowych i struktury zatrudnienia powinny być udostępniane w sposób przejrzysty – zarówno w trybie dostępu do informacji publicznej, jak i w zakresie przysługujących uprawnień organizacjom związkowym.

Tymczasem właśnie informacje dotyczące wynagrodzeń oraz kosztów osobowych należą do tych, których udostępnienia konsekwentnie się odmawia.

To rodzi kolejne pytania.

Kto odpowiada?

Za politykę kadrową i finansową Uniwersytetu, w tym za model wynagradzania pracowników oraz sposób rozpatrywania postulatów dotyczących płac, odpowiada Prorektor ds. Polityki Kadrowej i Finansowej, dr hab. Mariola Grzybowska-Brzezińska, prof. UWM.

To podpisanym przez Nią pismem z 19 czerwca odmówiono przekazania danych dotyczących etatów i kosztów osobowych w podziale na jednostki organizacyjne.

Do dziś bez pozytywnego rozstrzygnięcia pozostaje również zgłaszany przez nas postulat wprowadzenia podwyżek kwotowych.

Dlatego pytamy publicznie:

Czy planowana redukcja 131 etatów przy jednoczesnym utrzymywaniu procentowego systemu podwyżek, który najwyższe korzyści przynosi osobom już najlepiej wynagradzanym, jest rozwiązaniem zgodnym z zasadami sprawiedliwego i racjonalnego gospodarowania środkami publicznymi?

Co dalej?

W kolejnych publikacjach przedstawimy dane liczbowe pochodzące z dokumentów Uczelni, pokazujące rzeczywiste dysproporcje płacowe oraz sposób rozdysponowania środków na wynagrodzenia.

Nie zamierzamy poprzestać na ogólnych ocenach. Będziemy publikować liczby, dokumenty i zestawienia.

Być może pozostaniemy niewygodnym głosem dla części władz Uniwersytetu. Być może nadal będziemy ignorowani.

Nie zmienia to faktu, że przejrzystość wydatkowania środków publicznych leży w interesie całej społeczności akademickiej.

Pracujemy nad kolejnymi analizami. Żaden wydział nie zostanie z nich wyłączony.

Jeżeli dysponujesz dokumentami lub informacjami mogącymi pomóc w wyjaśnieniu sposobu wydatkowania środków publicznych na UWM, napisz:

uwmprawda@o2.pl

Zapewniamy poufność źródeł informacji zgodnie z zasadami ochrony sygnalistów i tajemnicy dziennikarskiej.

Poradnik, którego nikt nie wydał, a wszyscy znają.

Nawet ja, portier.

Mówią, że nauka to maraton. Na niektórych wydziałach to raczej sztafeta, w której biegnie wielu, a medal odbiera jeden. Zwłaszcza tam, gdzie liczyć i mierzyć efektywność potrafią lepiej niż gdziekolwiek indziej, bo to przecież ich zawód.

Istnieje bowiem pewna teoria – niepotwierdzona, rzecz jasna, czysto hipotetyczna – że w niektórych miejscach dorobek naukowy nie tyle się tworzy, ile montuje. Bywają zespoły, w których gwiazda może być tylko jedna, a reszta dba o to, by świeciła jak najjaśniej. Ustala się wtedy ścisłą kolejność rozbłysków: najpierw ta wyznaczona jako pierwsza, potem następni, każdy w swoim przydzielonym czasie. Pisze się, liczy, bada, a na liście autorów, przedziwnym trafem, zawsze pojawia się to samo nazwisko. Niezależnie od tego, kto naprawdę zarwał noc nad arkuszem danych. Czysto teoretycznie, ma się rozumieć.

Słyszy się też – bo przecież tylko się słyszy – że finansowanie badań dziwnie koreluje ze współautorstwem. Projekt jakby łatwiej dostać, gdy na okładce wniosku błyśnie odpowiednie nazwisko. Młody badacz błyskawicznie uczy się wtedy akademickiego savoir-vivre’u: hojność wobec cudzego dorobku to lokata kapitału, a nie strata. Nikt tego nigdzie nie zapisał w regulaminie. To się po prostu wie.

Dziś prawdziwą sztuką nie jest już zresztą samo odkrycie, ale alchemia punktowa. Współczesny uczony nie szuka prawdy, lecz punktów z listy ministerstwa. Ta pogoń zrodziła nową gałąź nauki: cytowalność wzajemną. Tworzy się ciche spółdzielnie i kółka wzajemnej adoracji bibliograficznej. Ty zacytujesz mnie, ja ciebie, a nasz wspólny patron dopisze nas do swojego artykułu w zagranicznym czasopiśmie, którego i tak nikt nie przeczyta. Punkty się zgadzają, system płacze ze wzruszenia, a nauka idzie naprzód. Głównie w tabelkach Excela.

Mówi się też o pielgrzymkach. Bywają wydziały, na których klucz do tytułu leży nie na własnym korytarzu, lecz w cudzych gabinetach – gdzieś daleko, u kogoś, kto „ma dojście” i zasiada tam, gdzie trzeba. Kariery nie robi się wtedy nad probówką czy komputerem, tylko w podróży służbowej. Trzeba pojechać, pokazać się, ukłonić, przypomnieć o swoim istnieniu. Są tacy, którzy „załatwią”, i tacy, którym się „załatwia”. Sam tytuł, choć ustawa każe wiązać go z wybitnym dorobkiem, bywa raczej certyfikatem lojalności niż geniuszu. Hipotetycznie, rzecz jasna. W naszej nauce profesury się przecież nie załatwia. Nadaje się je za zasługi. Pytanie tylko: czyje i w jakiej kolejności?

Osobny rozdział tej sagi piszą recenzenci. Gdy wniosek profesorski trafia do oceny, uruchamia się subtelna machina dyplomacji. Recenzent, człowiek z natury krytyczny, potrafi wykazać się niezwykłą ślepotą na braki, o ile kandydat potrafi odwdzięczyć się tym samym przy innej okazji. To piękny, akademicki ekosystem symbiozy: dzisiaj ja przymknę oko na twój skromny dorobek, jutro ty zrecenzujesz mojego habilitanta. Karawana jedzie dalej, a stopnie naukowe sypią się jak konfetti.

Słyszy się wreszcie o urodzinach. Bywają wydziały, które na imieniny czy jubileusz właściwego profesora potrafią wyjechać tłumnie, niemal w komplecie, jakby kalendarz towarzyski był integralną częścią obowiązków służbowych. To nie tort jest jednak główną atrakcją takiego wyjazdu, lecz coś znacznie trwalszego. Gdzieś tam, między trzecim toastem a życzeniami zdrowia, ważą się losy przyszłych wniosków awansowych. Jedzie się nie dla solenizanta, ale dla tego, co solenizant może później wziąć pod swoje bezpieczne skrzydła. Hipotetycznie, rzecz jasna, bo przecież w nauce na urodziny jeździ się wyłącznie z czystej sympatii. Profesury rozdają się same, a zbieżność dat i awansów to czysty przypadek.

I jeszcze jedno na koniec – czysto rachunkowe, bo to akurat na wydziale od rachunków powinni docenić najbardziej. Gdy się zliczy etaty, projekty, funkcje, komisje, rady i delegacje niektórych osób, wychodzi doba znacznie dłuższa niż ta, którą wyznacza obrót Ziemi. Człowiek nauki potrafi być w trzech miejscach naraz i brać za to cztery pensje. To osiągnięcie godne osobnej publikacji. Najlepiej wieloautorskiej. I z najwyższą liczbą punktów.

Piszę to, rzecz jasna, wyłącznie jako satyrę. Wszelkie podobieństwo do realnych wydziałów, gabinetów, uczelni i karier jest całkowicie przypadkowe, niezamierzone i, jak mawiają prawnicy, nieprzesądzone. A jeśli ktoś, czytając to, poczuł nagłe ukłucie w klatce piersiowej, to zapewne wyłącznie wyrzut sumienia czytelniczego, nie autorskiego. Bo ja przecież nikogo konkretnego nie miałem na myśli. Pytam tylko zza swojego portierskiego biurka, jak to się dziś robi.

Z czystej, nienaukowej ciekawości.

Z poważaniem,
Andrzej Bronisław Adamowicz                                            

Polska: Nowa ustawa anty-SLAPP wzmacnia ochronę wolności mediów

19 czerwca Prezydent RP Karol Nawrocki podpisał ustawę o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób biorących udział w debacie publicznej. Powszechnie znana jako „ustawa anty-SLAPP”, ustawa ta ustanowi solidne ramy prawne do zwalczania strategicznych pozwów przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP). Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) dołącza do swoich polskich organizacji stowarzyszonych – Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP) i Towarzystwa Dziennikarzy – z zadowoleniem przyjmując ustawę, która zapewni prawne gwarancje dla dziennikarstwa w interesie publicznym, jednocześnie rozwiązując problem wykorzystywania postępowań sądowych do tłumienia debaty publicznej. Chociaż ta nowa ustawa stanowi krok w dobrym kierunku, konieczne są dalsze reformy, aby zapewnić skuteczną ochronę dziennikarzy.

Widok ogólny z ceremonii zaprzysiężenia prezydenta elekta Polski Karola Nawrockiego w Zgromadzeniu Narodowym, Sejmie RP, w sierpniu 2025 r. Zdjęcie: Wojtek Radwanski / AFP.

Pozwy SLAPP są powszechnie stosowane do uciszania mediów na całym świecie. W Polsce niedawno uchwalona ustawa anty-SLAPP stanowi ważny krok w kierunku ochrony dziennikarzy, którzy wpadają w kosztowne i uciążliwe procesy sądowe z powodu relacjonowania w interesie publicznym. Pozwy SLAPP wywierają mrożący wpływ na całe środowisko dziennikarskie, ponieważ są wykorzystywane przez osoby sprawujące władzę do zastraszania i uciszania dziennikarzy.

Nowe polskie przepisy obejmują pozwy krajowe i transgraniczne, zapewniając jednocześnie wdrożenie zarówno dyrektywy UE w sprawie anty-SLAPP, jak i rekomendacji Rady Europy w sprawie SLAPP. 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP) poinformowało IFJ: „[Ta niedawno przyjęta ustawa] zmniejsza tzw. „efekt mrożący”. Dziennikarze lokalni i śledczy często powstrzymywali się od publikowania kontrowersyjnych materiałów z obawy przed długotrwałymi procesami. Nowe przepisy mają na celu zachęcenie do publikowania tematów ważnych społecznie bez obawy przed szykanami prawnymi”.

Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), dodała: „Ustawa ta określa kryteria, dzięki którym sądy mogą szybko odrzucać pozwy zawierające niewspółmierne roszczenia, wygórowane lub bezpodstawne żądania, […] groźby i zastraszanie, działania w złej wierze w postępowaniach sądowych, pozywanie osób fizycznych zamiast podmiotów, w imieniu których występują […]. To kluczowe rozwiązanie, ponieważ czas ma kluczowe znaczenie w sprawach SLAPP. Jeśli proces ciągnie się latami, sam staje się narzędziem represji, nawet jeśli pozwany ostatecznie wygra”. 

Chociaż uchwalenie ustawy anty-SLAPP stanowi istotny krok w kierunku ochrony dziennikarzy, nie ma ona zastosowania w postępowaniu karnym. Zniesławienie pozostaje w Polsce przestępstwem (art. 212 Kodeksu karnego) i jest często wykorzystywane w kraju do atakowania dziennikarzy, aktywistów i sygnalistów działających w interesie publicznym.

Przewodnicząca SDP, Jolanta Hajdasz, powiedziała : „Cieszę się, że prezydent Karol Nawrocki podzielił nasze stanowisko i podpisał tę ustawę anty-SLAPP, choć nie jest ona doskonała. Nie reguluje ona spraw karnych za zniesławienie, a w Polsce nadal obowiązuje prawo komunistyczne, zgodnie z którym za wyrażanie poglądów można zostać skazanym i skazanym na karę więzienia. Ta nowa ustawa to krok w dobrym kierunku, dlatego poparliśmy jej uchwalenie i ma ona kluczowe znaczenie dla ochrony wolności słowa w Polsce”. 

Prezes SDRP, Jerzy Domański, zauważył: „Przyjęcie ustawy anty-SLAPP to ważny krok w kierunku wzmocnienia wolności słowa i ochrony dziennikarzy, aktywistów i obywateli uczestniczących w debacie publicznej. Zbyt długo nadużycia sądowe były wykorzystywane do tworzenia efektu mrożącego i zniechęcania do kontroli spraw leżących w interesie publicznym. Chociaż dalsze ulepszenia mogą być nadal konieczne, ustawa ta stanowi ważny fundament dla ochrony niezależnego dziennikarstwa i demokratycznego dyskursu w Polsce”.

Stowarzyszenie Dziennikarzy (w Warszawie) z zadowoleniem przyjęło polską ustawę anty-SLAPP, która zapewnia dziennikarzom pewną ochronę przed sprawami o zniesławienie, mającymi na celu ograniczenie debaty publicznej. Choć przyznaje, że jest to ważny krok, podkreśla on wagę zajęcia się teraz kwestią dekryminalizacji artykułu 212 Kodeksu karnego, który klasyfikuje zniesławienie jako przestępstwo. Zarówno Stowarzyszenie Dziennikarzy, jak i SDP postrzegają zniesławienie jako sprawę cywilną, a nie karną.

Sekretarz Generalny IFJ, Anthony Bellanger, powiedział: „Z zadowoleniem przyjmujemy uchwalenie ustawy anty-SLAPP, która stanowi kluczowy krok w kierunku ochrony wolności słowa i wolności mediów w Polsce. Konieczne są skuteczne i odstraszające sankcje wobec tych, którzy nadużywają sądów jako narzędzia cenzury, atakując dziennikarzy i inne osoby za relacjonowanie w interesie publicznym. Choć nie jest ona doskonała, to jednak stanowi ważne zwycięstwo dla wolności mediów i doceniamy wysiłki naszych partnerów, którzy walczyli o jej uchwalenie”.

Zespół MSZ, w tym dyplomaci w placówkach zagranicznych, przez wiele tygodni pracował na rzecz uwolnienia zatrzymanej Polki, która bezpiecznie opuściła Libię i 24 czerwca wylądowała w Stambule, gdzie obecnie przebywa pod opieką konsula.

Przypominamy, że w związku z wysoce nieprzewidywalną sytuacją bezpieczeństwa i możliwością jej destabilizacji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do Libii. Obywatele polscy, którzy przebywają w tym kraju, powinni go niezwłocznie opuścić.

9 czerwca 2026

Libia: IFJ i EFJ domagają się natychmiastowego uwolnienia dziennikarki Alicii Armesto zatrzymanej wraz z dziewięcioma innymi aktywistami w drodze do Gazy

Alicia Armesto, dziennikarka i sekretarz techniczna związku zawodowego dziennikarzy w Madrycie (SPM) – należącego do Federacji Związków Zawodowych Dziennikarzy (FeSP) – została zatrzymana wraz z dziewięcioma innymi aktywistami przez Libijską Armię Narodową. Grupa została zatrzymana 24 maja podczas zbliżania się do wojskowego punktu kontrolnego w Syrcie, między Trypolisem a Bengazi, z konwojem humanitarnym zmierzającym do Strefy Gazy w Palestynie. Międzynarodowa i Europejska Federacja Dziennikarzy (IFJ-EFJ) dołączyły do ​​swojej organizacji stowarzyszonej, FeSP, wzywając rząd Hiszpanii do podjęcia wszelkich możliwych działań w celu natychmiastowego uwolnienia Armesto oraz zagwarantowania jej bezpieczeństwa i integralności fizycznej. Federacje domagają się natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia wszystkich członków konwoju humanitarnegozatrzymanych w Libii.

Alicia Armesto, dziennikarka i sekretarz techniczna związku zawodowego dziennikarzy w Madrycie (SPM), została zatrzymana wraz z dziewięcioma innymi osobami, 24 maja na wojskowym punkcie kontrolnym w Syrcie w Libii. Byli częścią konwoju lądowego należącego do ruchu Global Sumud Flotilla , inicjatywy cywilnej mającej na celu przerwanie nielegalnego oblężenia Gazy przez Izrael. 

25 maja władze Libii poinformowały o zatrzymaniu aktywistów i oskarżyły ich o naruszenie procedur wjazdu, mimo że wszyscy posiadali ważne wizy uprawniające ich do legalnego wjazdu do Libii. 

2 czerwca zostali postawieni przed prokuratorem generalnym w Bengazi, który przedłużył ich areszt o kolejne dziesięć dni. Według Global Sumud Flotilla, aktywiści zostali przeniesieni do ośrodka dla nielegalnych imigrantów.  

IFJ i EFJ są zaniepokojone warunkami, w jakich przetrzymywani są Armesto i inni aktywiści, i uważają, że władze Libii ponoszą pełną odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo i dobrostan fizyczny.

SPM i FeSP prowadzą kampanię na rzecz uwolnienia Armesto od momentu jej aresztowania. 

Wśród zatrzymanych jest również Polka Laura Kwoczała, której uwolnienie negocjuje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

STANOWISKO

Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników

Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”

do przedstawienia podczas  posiedzenia Senatu Akademickiego w dniu 26 czerwca 2026 r.

Szanowny Panie Rektorze, Wysoki Senacie,

zabieram głos w imieniu Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników „PRAWDA”, zanim Senat zajmie się punktem pierwszym porządku obrad, to jest planem działań Strategii rozwoju Uniwersytetu na rok 2026. Proszę o uwagę, ponieważ dokument, nad którym za chwilę Państwo głosujecie, zawiera rozstrzygnięcie kadrowe, którego, jak sądzimy, większość z Państwa nie jest w pełni świadoma, gdyż jest ono ukryte w jednym z wielu mierników i nazwane językiem, który skutek ten zaciemnia.

Powiem wprost, co ten plan zawiera. W ramach Celu etapowego 4.2 Strategia przyjmuje miernik nazwany „liczbą zredukowanych etatów”, a wartości docelowe tego miernika to 21 etatów w roku 2026, 23 w 2027, 33 w 2028 oraz po 27 w latach 2029 i 2030. Łącznie 131 etatów wśród pracowników niebędących nauczycielami akademickimi. Równolegle, w Celu 4.3, Strategia zakłada zatrudnienie 70 osób w projektach, na etatach finansowanych ze środków zewnętrznych, a więc z natury niestabilnych i czasowych. Saldo tej operacji to minus 61 etatów stałych, a jej istotą jest zastąpienie zatrudnienia trwałego zatrudnieniem tymczasowym.

To nie jest spór o słowa. To jest plan zmniejszenia liczby stałych miejsc pracy na naszym Uniwersytecie o 131 etatów, zapisany w dokumencie, który dziś ma uzyskać Państwa akceptację.

Pytamy zatem, na jakiej podstawie zaplanowano akurat te liczby, i tu napotykamy mur. Nasz Związek zwrócił się formalnie o udostępnienie metodologii tej redukcji, to jest analizy procesów i obciążeń pracą, na którą sama Strategia się powołuje jako na swoją podstawę. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że taki dokument nie istnieje, że analizy nie zostały zakończone, że nie ma listy stanowisk ani metodologii. Proszę zważyć, co to oznacza. Albo te liczby wynikają z rzetelnej analizy, i wtedy analiza istnieje i można ją pokazać, albo nie wynikają z żadnej analizy, i wtedy Senat ma dziś przyjąć konkretne, rozpisane co do roku cele redukcji zatrudnienia, za którymi nie stoi żaden ujawniony dokument. Trzeciej możliwości nie ma.

To samo dotyczy deklarowanej dywersyfikacji finansowania. Uczelnia twierdzi, że chce zwiększać udział środków zewnętrznych w finansowaniu wynagrodzeń. Tymczasem z danych przedłożonych przez samą administrację wynika, że jest odwrotnie. Finansowanie projektowe kosztów osobowych spadło z ponad 24 milionów złotych w roku 2016 do około 6 milionów w 2024, podczas gdy finansowanie z subwencji wzrosło w tym czasie do 131 milionów. Uzależnienie od subwencji nie maleje, lecz rośnie. Deklaracja mówi jedno, dane mówią drugie.

Zwracam też uwagę Wysokiego Senatu, że plan na rok 2026 zakłada zmiany w Regulaminie wynagradzania i w Regulaminie pracy. Zmiany te wymagają z mocy ustawy uzgodnienia ze stroną związkową, to znaczy zgody, a nie samego wysłuchania. Takiego uzgodnienia nie było. Przyjmowanie planu, który z góry przesądza kierunek tych zmian, zanim doszło do ich uzgodnienia, stawia stronę społeczną przed faktem dokonanym i omija tryb przewidziany prawem.

Mówię o tym dlatego, że jesteśmy przekonani, iż niewiele osób na tej sali ma świadomość, że głosując nad tym z pozoru technicznym dokumentem, głosuje w istocie nad redukcją 131 stałych etatów, nad zastąpieniem ich zatrudnieniem czasowym oraz nad zmianami płacowymi, których nie uzgodniono. Te rozstrzygnięcia nie zostały Państwu przedstawione jako decyzje kadrowe, lecz jako mierniki realizacji celów. Uważamy, że Senat ma prawo wiedzieć, nad czym głosuje, i że obowiązkiem strony społecznej jest dzisiaj Państwa o tym uprzedzić.

Pozwolą Państwo, że odniosę się do powtarzanej opinii, jakoby nasz Związek jedynie krytykował i niczego nie wnosił. Jest odwrotnie. Skracając to minimum to wystąpienie: wystąpiliśmy do Ministra Nauki o wskazanie roku bazowego podwyżek i o dopuszczalność podwyżek kwotowych. Żądaliśmy przedstawienia każdemu pracownikowi indywidualnej informacji o rzeczywistej wysokości jego podwyżki względem pensji zasadniczej. Domagaliśmy się jawności nagród Rektora i zasad podziału środków na wynagrodzenia. Wnosiliśmy o wyjaśnienie wydatkowania środków publicznych na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Wskazywaliśmy na progi dochodowe w funduszu socjalnym ustalone poniżej płacy minimalnej. To nie jest bezczynność. To jest praca, którą wykonujemy wbrew utrudnieniom.

Chcę też nazwać rzecz, o której mówi się półgłosem. Z dokumentów przedstawionych przez samą uczelnię wynika, że przy podwyżce naliczanej procentowo osoba o wysokim uposażeniu otrzymuje wzrost wynagrodzenia rzędu 2 400 zł, a przy wyższej stawce nawet 3 600 zł miesięcznie. Sam ten przyrost jest bliski dwukrotności miesięcznej pensji zasadniczej asystenta i przewyższa miesięczne wynagrodzenie pracownika administracyjnego o najniższym uposażeniu. Innymi słowy, jednej osobie dodaje się tyle, ile druga zarabia przez niemal dwa miesiące pracy. Mimo to złożony przez nas wniosek o wprowadzenie podwyżki kwotowej, która te dysproporcje by łagodziła, do dnia dzisiejszego nie został rozpatrzony, a samej dysproporcji uporczywie się zaprzecza i jej nie ujawnia.

Stawiam zatem pytanie o przywództwo. W czasach, w których uczelnia planuje redukcję 131 etatów i zaciska wydatki na pracownikach o najniższych dochodach, dodawanie sobie kolejnych procentów od najwyższych uposażeń trudno pogodzić z zasadą solidarności. Bywają chwile, w których właściwą decyzją jest powiedzieć dość i pokazać, jak przywództwo powinno wyglądać, biorąc na siebie część ciężaru, zamiast przenosić go na najsłabiej wynagradzanych.

Informuję wreszcie Wysoki Senat, do czego nasz Związek konsekwentnie zmierza. Zmierzamy do ujawnienia hipokryzji w dysponowaniu dochodem pochodzącym ze środków publicznych. Do ujawnienia nepotyzmu i powoływania się na wpływy. Do ujawnienia przypadków załatwiania awansów naukowych poza rzetelną procedurą. A nade wszystko do ujawnienia nierównego traktowania pracowników i blokowania ich rozwoju zawodowego. Nie czynimy tego przeciwko komukolwiek osobiście, lecz w obronie zasady, że na uczelni publicznej wszyscy podlegają tym samym regułom, a środki publiczne służą wspólnocie, nie wybranym.

Muszę przy tym uczciwie powiedzieć Wysokiemu Senatowi, w jakim położeniu działa nasz Związek. Aby cokolwiek przewalczyć, potrzebujemy dobrej woli pracodawcy, ponieważ większość naszych uprawnień sprowadza się do prawa pytania i opiniowania, nie do prawa decyzji. Tymczasem pracodawca znajduje oparcie w innych organizacjach związkowych, a nasze pytania traktowane są nie jako głos współgospodarza tej Uczelni, lecz jako kontra, którą należy odeprzeć. W tym układzie trudno oczekiwać, by nasze postulaty były realizowane, choćby były słuszne, skoro samo ich zgłoszenie bywa odczytywane jako wrogość. Mówię o tym nie po to, by się skarżyć, lecz dlatego, że to właśnie ten brak dobrej woli decyduje o losie spraw, o których dziś mówię.

To nie jest obawa teoretyczna, bo ten sam mechanizm widzimy już dziś na Wydziale Nauk Ekonomicznych. Jedni otrzymują wysokie wynagrodzenia, dodatki, nagrody i dostęp do finansowanych ze środków publicznych narzędzi oraz komercyjnych form kształcenia, podczas gdy inni, wykonujący tę samą pracę dydaktyczną, w istocie biedują, ponieważ nie należą do grona wybranych i zasłużonych w oczach władzy. Tej samej logiki podziału na lepszych i gorszych obawiamy się przy realizacji Strategii, jeżeli o redukcji etatów i o rozdziale środków decydować będzie przynależność do właściwego kręgu, a nie przejrzyste i równe dla wszystkich kryteria.

Chcę, by Wysoki Senat wiedział, że szukaliśmy porozumienia. Przejrzeliśmy wypowiedzi Rektora, Prorektorów i innych osób pełniących funkcje, szukając w nich choćby jednego dobrego słowa skierowanego w stronę naszego Związku. Nie znaleźliśmy go. Narracja Uczelni wobec nas jest wyłącznie atakująca. Gdy funkcję przewodniczącego naszej organizacji pełniła osoba o niższej pozycji w hierarchii, traktowano ją z lekceważeniem należnym, w tej kulturze, portierowi. Dziś przewodniczącym jest profesor belwederski, tytułem naukowym wyższy niż większość składu kierującego Uczelnią, i lekceważenie stało się trudniejsze, choć nie ustało. W odpowiedzi na niezależność tej osoby delegowano ją do zakresu obowiązków asystenta, co odczytujemy jako odwet, ponieważ atakowanie tych, którzy pytają, bywa dla pewnej kultury zarządzania codziennym pożywieniem. Przekazywano nam także, że nasz Związek zostanie rozwiązany, że będą składane skargi i że nikt nam nie odpuści. Mimo to docierają do nas zgłoszenia o nieprawidłowościach z kolejnych wydziałów i pracujemy nad każdym z nich po kolei, cierpliwie, jak mrówki. OŚWIADCZAM DZIŚ, ŻE ŻADEN WYDZIAŁ NIE JEST Z TEJ PRACY WYŁĄCZONY, W TYM WYDZIAŁ, Z KTÓREGO WYWODZI SIĘ REKTOR. WYBÓR NIE JEST PRZYPADKOWY I WYNIKA Z NAPŁYWAJĄCYCH DO NAS SYGNAŁÓW, A NIE Z CZYJEJKOLWIEK NIECHĘCI.

W związku z tymi sygnałami zwracamy się do władz Uczelni z pytaniami i prosimy o odniesienie się do nich w sposób kwalifikowany. Docierają do nas informacje, że jedna z osób pełniących wysoką funkcję w Uczelni była już niejednokrotnie wiązana z zarzutami niewłaściwego traktowania podległych pracowników, a mimo to jej droga zawodowa kończyła się awansem. Docierają do nas również sygnały, że jedna z osób kierujących Uczelnią miała przedstawiać się jako wyznaczona następczyni, budując wokół tego atmosferę obawy i wymuszając posłuszeństwo. Nie przesądzamy, czy informacje te są prawdziwe. Prosimy jednak władze Uczelni o jednoznaczne, kwalifikowane stanowisko, czy odpowiadają one prawdzie, czy też stanowią oszczerstwo, abyśmy wiedzieli, jak postępować dalej. Mamy przy tym nadzieję, że pytania te nie spotkają się z odpowiedzią o brakach technicznych ani nie zostaną potraktowane jako retoryczne, lecz doczekają się odpowiedzi co do istoty.

Powiem zatem wprost, czego dla pracowników tej Uczelni chcemy. Chcemy, by pracownicy pozostający z dala od kręgu uprzywilejowanych zarabiali godnie, a nie na granicy ubóstwa.

Chcemy, by mieli te same możliwości rozwoju, awansu, udziału w projektach, szkoleniach i dostępu do narzędzi pracy co osoby należące do grona obdarzanych łaską władzy.

Chcemy, by o wynagrodzeniu, o awansie i o rozwoju decydowała praca i kompetencje, a nie znajomości i przynależność do właściwego kręgu.

I chcemy wreszcie, by skończyła się dezinformacja, którą karmi się pracowników, gdy wmawia się im podwyżki, których nie otrzymali, i przedstawia się decyzje kadrowe jako techniczne mierniki. Pracownik, który zna prawdę o swojej sytuacji, jest pracownikiem, którego trudniej skrzywdzić, i właśnie dlatego prawda jest tu tak niewygodna.

W związku z powyższym wnosimy do Wysokiego Senatu o dwie rzeczy. Po pierwsze, o nieprzyjmowanie planu działań na rok 2026 w części dotyczącej miernika redukcji etatów oraz zmian regulaminów płacowych do czasu udostępnienia stronie społecznej metodologii planowanej redukcji i przeprowadzenia uzgodnienia wymaganego prawem. Po drugie, o wpisanie niniejszego stanowiska w całości do protokołu dzisiejszego posiedzenia.

Dziękuję Państwu za uwagę.

prof. dr hab. n. med. Jerzy Gielecki

Przewodniczący

Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników

Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie „PRAWDA”

Aby uczcić Światowy Dzień Sygnalisty, który przypada 23 czerwca, Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ), największa na świecie organizacja zrzeszająca dziennikarzy, domaga się surowszego prawa chroniącego osoby przekazujące dziennikarzom informacje w interesie publicznym.

Źródło: IFJ.

Koszty związane z pełnieniem funkcji sygnalisty i informowaniem dziennikarzy o sprawach będących przedmiotem zainteresowania publicznego mogą być wysokie. Widać to w wielu znanych przypadkach, od ujawnienia przez specjalistę IT Edwarda Snowdena inwigilacji NSA w 2013 roku, przez ujawnienie przez Satyendrę Dubeya szerzącej się korupcji w indyjskiej sieci autostrad Złotego Czworoboku w 2002 roku, po rolę rządowego inspektora zdrowia Daniela Gouvei Teixeiry w brazylijskiej operacji „Weak Flesh/Carne Fraca” w 2017 roku, po udziale australijskiego prawnika wojskowego Davida McBride’a w  wyciekach z Afganistanu w 2014 roku. Osoby, które zgłaszają jakiekolwiek domniemane nieprawidłowości, ryzykują utratę pracy lub mogą spotkać się z odwetem, oskarżeniem, obciążeniem finansowym i psychicznym, uwięzieniem, a nawet śmiercią.

Aby jednak wspomóc śledztwa prowadzone przez dziennikarzy i pociągnąć osoby wpływowe do odpowiedzialności, sygnaliści muszą być w stanie ujawniać korupcję, oszustwa, niegospodarność i wszelkie inne nieprawidłowości, które zagrażają prawom obywateli, ich zdrowiu i bezpieczeństwu, środowisku i praworządności.

Konwencja Narodów Zjednoczonych przeciwko Korupcji (UNCAC) z 2003 roku  stanowi, że każde państwo członkowskie „rozważy” przyjęcie przepisów zapewniających „ochronę przed jakimkolwiek niesłusznym traktowaniem każdej osoby, która w dobrej wierze i na uzasadnionych podstawach zgłasza właściwym organom wszelkie fakty dotyczące przestępstw” stwierdzonych zgodnie z Konwencją. Jednak na całym świecie istnieje niewiele obowiązujących przepisów wspierających osoby, które odważnie działają jako źródła informacji dla dziennikarzy.

IFJ apeluje do rządów państw na całym świecie o przyjęcie solidnych przepisów chroniących sygnalistów. Takie przepisy powinny mieć na celu co najmniej:

●usunąć bariery uniemożliwiające bezpieczne zgłaszanie się bezpośrednio do właściwych organów,

●mają zastosowanie do wszystkich sektorów gospodarki,

●chronić poufność osób, które zabierają głos,

●chronić sygnalistów przed zwolnieniem, nękaniem, dyskryminacją i innymi formami odwetu.

Prezes IFJ, Zuliana Lainez, powiedziała: „ Sygnaliści są kluczowymi sojusznikami dziennikarzy i demokracji. Bez odważnych osób, gotowych zabrać głos, wiele nadużyć, skandali korupcyjnych i zagrożeń dla zdrowia publicznego i praw człowieka, które ujawniają dziennikarze, pozostałoby w ukryciu. Wzywamy rządy do wyjścia poza symboliczne zobowiązania i przyjęcia solidnych, skutecznych przepisów, które gwarantują poufność, chronią sygnalistów przed odwetem oraz zapewniają im możliwość bezpiecznego zgłaszania nadużyć, a dziennikarzom umożliwiają relacjonowanie prawdy. Ochrona sygnalistów to nie tylko obrona jednostek – to także ochrona prawa opinii publicznej do wiedzy i pociągania władzy do odpowiedzialności ”.